Wyciagniete z szuflady – Z namiotem na Nordkapp, czyli Skandynawia 2010

To już ostatnia cześć z cyklu „Wyciągnięte z szuflady”. Opowiedziałem Wam wszystkie swoje historie z podróży, które kiedyś spisałem i leżały sobie gdzieś zapomniane. Na koniec zostawiłem relacje z Nordkappu czyli mojego pierwszego konkretnego wyjazdu kempingowego. Podróż ta miała miejsce 5 lat temu, a zainspirował mnie do niej Metyl. Siedzieliśmy kiedyś przy piwku i w pewnym momencie padło hasło „Przylądek Północny”. Mieliśmy jechać we dwóch, ale jak to z Metylem bywa, przed wyjazdem rozpłynął się gdzieś na kilka miesięcy i ostatecznie pojechałem tam z innym asem – Sidorem. Jedyne co mogę powiedzieć to to, że było… śmiesznie;)

DSC_2804

Nordkapp – cel naszej podróży

Nie wiem dlaczego tak jest, ale od zawsze uwielbiałem odwiedzać miejsca nietypowe, niedostępne, mało popularne, jak również wyjątkowe z pewnych względów: najdalej wysunięte, najwyżej położone, najdziksze, najpiękniejsze. Zawsze fascynowało mnie to, że docieram do miejsca gdzie dalej już nie można i sprawia, że czuję jak jeden z odkrywców, który zawędrował tam gdzie jeszcze nikogo nie było. Chyba jest to efekt czytania książek przygodowych w dzieciństwie;) Dlatego też Nordkapp wydawał się idealny na wakacyjna podróż, legendarny Przylądek Północny, daleko za kołem podbiegunowym, gdzie latem słońce świeci przez całą dobę, cel wielu podróżników z całego świata. W planie mieliśmy dojechać do najdalszego punktu wysuniętego na północ w kontynentalnej Europie, a później jakoś wrócić. Ustaliliśmy, że ja ogarniam logistyczna cześć wyprawy, a Sidor ogarnie sprzęt – głownie chodziło o… namiot:) Każdy miał zabrać ze sobą zapas jedzenia na cały wyjazd i wszystkie niezbędne rzeczy. Był to wyjazd typowo kempingowy, z namiotem, blisko natury, czyli pełen relaks. Wszystkie kraje skandynawskie idealnie nadają się do tego typu wyjazdów z dwóch powodów, po pierwsze cholernie drogie noclegi, po drugie prawo zezwalające rozbijać namiot wszędzie gdzie nam się podoba, jedynym ograniczeniem jest chyba zachowanie 100m odległości od zabudowań, ale i tak nikt na to nie zwraca uwagi. Zaczęliśmy tradycyjnie z Warszawy, ale dość nietypowo bo samolotem. Nie było sensu tracić czasu na promy do Szwecji, skoro za tanie pieniądze można dolecieć do Sztokholmu. Przed wylotem z warszawskiego lotniska postanowiliśmy kupić jakieś piwo na drogę. Po krótkiej konsultacji stwierdziliśmy, że skandynawskie ceny nas zabija, dlatego trzeba kupić ciut więcej alkoholu. Ostatecznie kupiliśmy 20 piw i dodatkowo wzięliśmy jeszcze dwie flaszki, jak to mówia: „Przezorny zawsze ubezpieczony”;) Wódkę wzięliśmy po to żeby ją drożej sprzedać w Norwegii i przy okazji zarobić. Ponadto Sidor wziął trzy kartony ruskich fajek – przy okrojonych budżetach każda złotówka się liczy, a przebitka na nawet jednym kartonie jak dla nas jest spora. Tak wiec zaopatrzeni we wszystkie niezbędne do przeżycia rzeczy ruszyliśmy w drogę.

DSC_1794

Wybrzeże Szwecji z lotu ptaka

Pierwszym przystankiem był Sztokholm, z lotniska dojechaliśmy do centrum miasta i zaczęliśmy szukać miejsca na nocleg. Nie za bardzo chcieliśmy rozbijać namiot w małym parku w centrum, toteż szukaliśmy jakiejś alternatywy. Po sprawdzeniu mapy znaleźliśmy duży park na jednej z wysepek dosłownie rzut beretem od centrum. Miejscówka okazała się idealna, na wysepce znajdowało się duże wzniesienie gdzie na samej górze było mnóstwo miejsca do rozbicia namiotu, a jako bonus dostaliśmy naprawdę niesamowity widok na centrum Sztokholmu, i u podnóża miejskie kąpielisko. Czego chcieć więcej? Na kolacje był Pasztet Podlaski i piwo, czyli zestaw obowiązkowy przez najbliższe dni, czasami tylko urozmaicony o konserwę turystyczna, jakąś rybę, tudzież legendarny „Paprykarz Szczeciński”. Kiedy pierwszy raz rozbiliśmy namiot okazało się, że nie ma tropiku!! Nie wiem czy Sidor tak ciał koszty ze kupił najtańsze gówno bez tropiku jakie było w sklepie, czy pomylił koło podbiegunowe z jakaś pustynia, czy może oszczędzał miejsce w plecaku, ale wiedziałem, że jak będzie padać to mamy przesrane.

DSC_1865

Widok na Sztokholm z miejsca gdzie nocowaliśmy

DSC_1867

Zestaw obowiązkowy

W ogóle z Sidorem śmiesznie się podróżuje, generalnie ma wyjebke na wszystko i zawsze się śmieje. Nawet jak chodzi w klapkach i skarpetach, z kijkami trekkingowymi po Sztokholmie to ma z tego bekę. Co prawda pakuje się z prędkością żółwia, po trzy razy sprawdzając czy aby skarpetki są dobrze ułożone, ale ja w tym czasie mam chwilę aby napić się piwa;) Stolica Szwecji jest dla mnie przykładem czystości i spokoju, jest ład i porządek, na ulicach widać dużo ludzi uprawiających sport – bardzo przyjazne miasto. Mimo to, przydarzyła się nam dziwna historia. Raz idąc przez park usłyszeliśmy jakiś trzask, odgłos łamanego drzewa i ogromna gałąź spadła przez nami na chodnik, kilka sekund później i mielibyśmy ja na głowach. No ładnie Sztokholm nas przywitał. Poszwendaliśmy się trochę po mieście, popatrzyliśmy na ponętne szwedzkie dziewczęta i trzeba było zbierać graty i iść na dworzec. Na szczecie wszystkie niezbędne rzeczy zmieściliśmy w dwóch plecakach, więc nie byliśmy zbytnio obciążeni.
Szwecja od zawsze kojarzyła mi się z Ericsonem i Ikea. Tak w ogóle dowiedziałem się skąd wzięła się nazwa IKEA, bodajże najpopularniejsza w Polsce, szwedzka marka. Pochodzenie nazwy IKEA jest banalnie proste i jest związane z jej założycielem, którym był Ingvar Kamprad z Elmtaryd w Aunnaryd. Proste nie?;)

DSC_1956

Sidor z ziomkiem

Kolejnym etapem naszej podroży była podróż pociągiem ze stolicy Szwecji do Narwiku w Norwegii. Pociąg wyjechał o 9 wieczorem, by po chyba 19 godzinach zameldować się w norweskim mieście. Wykupiliśmy bilety w wagonie sypialnym, który dzieliliśmy z dwójką bardzo sympatycznych szwedzkich emerytów którzy jechali na północ kraju do Lulei. Zajęliśmy górne lóżka i poszliśmy spać.

DSC_2095

Pociąg do Narviku

DSC_2086

W gratisie od Szwedzkich kolei dostaliśmy wodę;)

To co zapadło mi w pamięć to podręczny zasobnik na leki który dziadek miał ze sobą. Pudełeczko miało 35 przegródek, po 5 na każdy dzień tygodnia, wszystkie były zapełnione. Zaraz po śniadaniu, starsza Pani poprosiła mnie o pomoc w założeniu kolczyka, który po kilku próbach na szczęście udało się założyć;) Jadąc tak przez bezkresne lasy Szwecji, odniosłem wrażenie że cała cywilizacja została na południu kraju, a my jedziemy wprost w sam środek niczego. Dookoła są tylko lasy, cisza, spokój, blisko natury, z dala od człowieka. Od czasu do czasu pociąg zatrzymywał się na maleńkich stacjach, zostawiając kilku wędrowców i pośpiesznie z nich odjeżdżając. Na jednej z nich, towarzysząca nam starsza Pani ze Szwecji pokazała graffiti namalowane na jakimś budynku i z oburzeniem powiedziała: „To Niemcy przejeżdżając zostawiają po sobie te bazgroły” – chyba nie dażyła ich zbyt dużym uczuciem:) Jedna z najciekawszych rzeczy jakie po drodze widzieliśmy jest odcinek linii kolejowej ze Szwedzkiej Kiruny do Narwiku. Jest to jedna z najładniej położonych tras kolejowych jakimi jechałem, szyny wiodą wzdłuż zbocza góry dając przepiękny widok na fiord wrzynający się w ziemie. Można całą drogę siedzieć i gapić się przez okno. Tak w ogóle Kiruna jest największym powiatem na świecie pod względem obszaru, natomiast pobliska kopalnia największą kopalnią rudy żelaza. Kiedy po 17 godzinach jazdy pociąg zatrzymał się na granicy norweskiej, mieliśmy za sobą ponad 1300 kilometrowy odcinek do Sztokholmu. Na szczęście stąd do Narwiku jest już blisko.

DSC_2106

Rozkład jazdy

DSC_2118

Regularne przyjmowanie płynów jest niezwykle ważne

DSC_2140

Kiruna

DSC_2141

W pociągu

DSC_2205

Widok na fiord

DSC_2252

Jedna z miejscowości szwedzkich tuż przy linii kolejowej

DSC_2267

Rzeka

DSC_2269

Granica Szwedzko-Norweska

DSC_2287

Fiord z dalekiej perspektywy

DSC_2292

Linia kolejowa Kiruna – Narwik

DSC_2307

Linia kolejowa

DSC_2330

Fiord tuż przed Narwikiem

Do Narwiku dojechaliśmy po południu i zaraz po kupieniu chleba udaliśmy się nad zatokę szukać miejsca na nocleg. Rozbiliśmy namiot tuż nad wodą, nieopodal starego bunkru z czasów II Wojny Światowej, mając widok na cała zatokę.  Narwik jest to port najdalej wysunięty na północ który zimą nie zamarza, poza tym od lat służy jako port przeładunkowy rudy żelaza transportowanej z kopalni w Kirunie. Położony jest za kołem podbiegunowym, wiec słońce mamy 24 godziny na dobę. Jest to trochę irytujące bo tak naprawdę nie wiadomo jaka jest pora dnia i organizm na początku dziwnie reaguje. Pewnego razu po kolacji popitej oczywiście Polska wódka, postanowiłem skorzystać z toalety, na zewnątrz świeciło słońce a była druga w nocy – ciężko jest później zasnąć. Dlatego nie dziwi mnie duże spożycie alkoholu w krajach skandynawskich – weź tu nie pij;) Ciekawostka jest to, że to tutaj połączone siły wojsk sprzymierzonych (USA, Wielka Brytania, Francja i oczywiście Polska) odniosły swoje pierwsze zwycięstwo nad Niemcami podczas II Wojny Światowej, było to 28 maja 1940 roku. Niestety podczas tych walk Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich starciła 97 żołnierzy, 28 zaginęło, a 189 zostało rannych. W miejscowym muzeum jest wystawa poświęcona tamtym wydarzeniom i można zobaczyć tam np. oryginalny polski mundur i przeczytać historię związaną z tą bitwą.

DSC_2373

Warszawa 2559, Nordkapp 709

DSC_2378

Wposzukiwaniu nocelgu

DSC_2444

Bunkier

DSC_2460

Toaleta

DSC_2466

Widok z wnętrzanamiotu

Wyjeżdżając z Narwiku zaczęło padać. No to jesteśmy w niezłym gównie – pomyślałem, a Sidor jak zwykle zadowolony:) Na szczęście zanim dojechaliśmy do Alty to pogoda się unormowała i mogliśmy spokojnie rozbić namiot w bardzo ładnym miejscu, znowu nad samym fiordem na małym odludziu. Kolejna idealna miejscówka, żaden hotel nie byłby w stanie zagwarantować nam takiego widoku i spokoju. Jesteśmy zmuszeni czasami robić zakupy, ale na szczęście tylko chleb i wodę. Nasze portfele nie są aż tak grube i nie stać nas na stek z renifera za 150 Zł;) Zresztą całe jedzenie mamy ze sobą. Wracając do cen, dla przykładu, za dwulitrową butelkę Spritea, na jednej ze stacji paliw zapłaciłem równowartość 20 PLN – masakra. Zrobiliśmy też małe pranie, jako że wody mamy pod dostatkiem to nie było z tym problemu, a linki od namiotu posłużyły nam za sznur do rozwieszenia prania. Survival na całego:) Będąc w Alcie postanowiliśmy sprzedać nasze fanty które przywieźliśmy ze sobą z Polski. Tzn. Sidor postanowił bo po piwie nie było już śladu, a flaszka została już tylko jedna i nie miałem zamiaru jej sprzedawać. Tak więc zostały tylko ruskie szlugi. O tym, że Sidor to profesjonalista w każdym calu przekonałem się jak zaczął przygotowywać kontrabandę na sprzedaż. Tylko z uznaniem kiwałem głową, jak mój kolega wyciąga trzy kartony fajek, bierze po paczce z każdego z nich i skleja je do kupy taśmą bezbarwną:) Przygotował sobie dwa takie zestawy promocyjne, wsadził w kieszenie dresów-dzwonów i poszedł przed wejście do lokalnego marketu. Ja zostałem na ławce parkingowej podziwiając mistrza w akcji. To nie mogło się nie udać, wszystko było starannie przygotowane i przemyślane. Niestety nie udało się. Nie wiem co poszło nie tak, czy byli tam tylko ludzie niepalący, czy cena była za wysoka? Nie wiem. Bo przygotowanie i zdolności handlowe były na najwyższym z możliwych poziomów. W efekcie, po kilku minutach Sidor wrócił z ucieszoną gębą i fajkami w kieszeni. Pojechaliśmy dalej;)

DSC_2516

Zmienna pogoda na północy Norwegii

DSC_2589

Zatoka

DSC_2629

Namiot bez tropiku

DSC_2637

Pranie

DSC_2638

Śniadanie

Przed nami przedostatni etap podroży do Przylądka Północnego, trasa z Alty do Honingsvag. Małe miasteczko które jest położone jakieś 30 km od przylądka i jest najlepszą (jedyną) bazą wypadową na Nordkapp. Jest to miasto portowe gdzie zawijają ogromne wycieczkowe statki, po to aby turyści stanęli na norweskiej ziemi i dotarli na przylądek droga lądowa, a przy okazji wydali trochę gotówki. Właściwie ciężko nazwać je miastem, bo liczy sobie niewiele ponad 2500 mieszkańców, ale ma prawa miejskie i jest oficjalnie najdalej na północ wysuniętym miastem Norwegii. Jako ciekawostkę dodam, że średnia temperatura w lipcu wynosi tutaj 10 stopni Celsjusza!!! A my narzekamy na lato w Polsce.

DSC_2697

Wycieczkowiec w porcie w Hininsvag

DSC_2713

Kolacja

DSC_2716

Port

DSC_2720

Honingsvag

Po zwiedzeniu miasteczka i kolacji w porcie (Sidor miał zajebiście smaczna konserwę z tuńczyka), postanowiliśmy jeszcze tego samego dnia dostać się na Nordkapp. Stojąc tuż przy drodze wylotowej z miasteczka, przez jakąś godzinę próbowaliśmy złapać stopa. Nikt, ale to zupełnie nikt nie chciał się zatrzymać, mimo tego, że ruch był całkiem spory, bo bardzo duża ilość kamperów zmierzała w tamtym kierunku. Może to ja ich odstraszałem. a  może to Sidor  – ciężko stwierdzić, bo łapaliśmy stopa na zmianę, każdy po kilka samochodów i zmiana. Po kilku takich zmianach udało się. Kamper na niemieckich blachach zatrzymał się i zabrał nas w stronę Nordkappu.

DSC_2737

Nordkapp 31 km

DSC_2743

Sidor i pusta droga

DSC_2742

Nasz cały dobytek

Niemcy okazali sie bardzo sympatyczni, pogadali, pożartowali. Nawet zaczęli żalić się, że ludzie w Europie ich nie lubią przez II Wojnę Światową – chyba czekali na naszą reakcję, ale pozostawiliśmy to bez komentarza:) Kiedy dojechaliśmy na przylądek, panowała ogromna mgła, jako że wjazd na parking jest płatny, postanowiliśmy wysiąść przez bramkami i przenocować poza płatną strefa. Szybko rozbiliśmy namiot i poszliśmy spać. Kiedy spaliśmy obok nas rozbiły się jeszcze dwa namioty, byli to dwaj rowerzyści jeżdżący po Europie. Jeden z nich był Anglikiem który udawał chorobę psychiczną po to żeby dostać rentę i móc swobodnie jeździć. A drugi był Litwinem, on z kolei miał rentę na chore serce. Niezła para.

DSC_2749

Środek nocy na Przylądku Północnym

DSC_2748

Bramki gdzie pobierane są opłaty

Następnego dnia kiedy mgła opadła, oczom naszym ukazał się skalisty cypel, 300 metrowe urwisko i ocean w dole. Decyzja o biwaku przed bramka była słuszna bo zobaczyliśmy, że łatwo można ominąć punkt opłat i wejść na płatny teren, niepłacąc. Ja wiem, że to oszustwo, ale są ciężkie czasy. Niech Niemcy płaca, ja też będę płacił jak będę miał, teraz nie mam;) Nie niepokojeni przez nikogo weszliśmy lewą strona tuż przy urwisku. Norwegowie zrobili z tego miejsca niezłą maszynkę do zarabiania pieniędzy, wejście jest płatne, parking dla kamperow jest płatny, jest restauracja, klientów w sezonie nie brakuje, a konkurencji brak. Idealne miejsce na biznes. Na samym końcu jest słynny globus, na którym są wypisane współrzędne geograficzne tego miejsca,  czyli nasz cel. Udało się.

Szczerze mówiąc Przylądek Północny nie jest najdalej wysuniętym punktem na mapie Europy, znajduje się on kilka kilometrów od Nordkappu, ale jest mniej atrakcyjny turystycznie;) Tak w ogóle, to oba te punkty znajdują się na wyspie która z kontynentem połączona jest tunelem, w związku z czym, jest jeszcze inne miejsce jest uznawane za kraniec kontynentalnej Europy. Stojąc oparty o barierkę, tuż przy 300 metrowym urwisku, nie da się nie odczuć potęgi i piękna przyrody. Przede mną kompletnie nic nie było, tylko bezkresny wzburzony Ocean Arktyczny, albo jak kiedyś mówiono Ocean Lodowaty. Świadomość, że gdzieś daleko jest jeszcze Spitzbergen, a później już tylko Biegun Północny, sprawia że można poczuć się jak na krańcu świata. Dodatkowo krajobraz strefy arktycznej zupełnie pozbawiony drzew, tylko trawy i czasami trafi się jakiś mały kwiatek. Koniec świata.

DSC_2817

Focia przy słynnym globusie.

DSC_2760

Mgła

DSC_2783

Pole namiotowe;)

DSC_2784

Kiedy mgła opada…

DSC_2818

Wpółrzędne geograficzne Przylądka Północnego

DSC_2803

Północny kraniec Europy

Po powrocie do namiotu zastaliśmy gości, a konkretnie dwa renifery skubiące nieopodal trawkę. Zupełnie nie zwracały na nas uwagi, dopiero jak podeszliśmy bliżej oddaliły się trochę. Odczułem niemałą satysfakcje docierając do upragnionego celu, dlatego postanowiliśmy trochę zostać i wypić po szklaneczce za sukces. Jest jeszcze jeden powód, 14 dzień lipca – moje urodziny;)

DSC_2772

Śniadanie

DSC_2886

Sidor vs. Renifer – round 1

DSC_2897

Nieoczekiwani goście

Fajnie było, ale się skończyło, trzeba wracać. Aby dostać się do Honinsvag musieliśmy złapać stopa, a jak zdążyliśmy się przekonać, nie jest to wcale łatwe. Postanowiliśmy maszerować i próbować zatrzymać każdy samochód. Po 13 kilometrach marszu zrezygnowani usiedliśmy na poboczu aby odpocząć, po drodze Sidor miał jeszcze przygodę z reniferem, ale nie będę o tym opowiadał, nie wszystko musi być opisane;)

DSC_2908

Powrót

DSC_2911

Krajobraz dalekiej północy

Siedząc tak na poboczu, nagle zatrzymał się samochód!!! Nie mogliśmy w to uwierzyć, ale sen trwał dalej i młoda para zapytała, czy aby nas nie podwieźć do Honinsvag? Z nieba nam spadli, bo już mieliśmy rozbijać namiot i iść spać. Po chwili młodzi Rosjanie wyrzucili nas na skrzyżowaniu drogi do Alty i Nordkappu, tuż przed Honinsvag. Znaleźliśmy idealne miejsce na nocleg, na płaskiej skale schowanej jakieś 4 metry ponad droga. Sielanka niestety nie trwała zbyt długo, bo zaraz po tym jak ułożyliśmy się do snu zaczęło padać, a jak wiadomo nasz namiot nie miał tropiku;) Zaczęliśmy uszczelniać nasz namiot moim płaszczem przeciwdeszczowym i reklamówkami, całość klejąc taśma. Niestety wiatr dość szybko poradził sobie z nasza konstrukcja i nie pozostało mi nic innego jak zwiniecie się w kłębek i przykrycie pokrowcem przeciwdeszczowym na plecak – Sidor już się nie śmiał:) Rano kiedy wstaliśmy byliśmy cali zziębnięci i mokrzy, szybka decyzja o niełapaniu stopa i poszliśmy na przystanek autobusowy. Złapaliśmy autobus do miejscowości Karasjok, gdzie nad rzeczka przy bardzo ładnym moście rozbiliśmy kolejny obóz. Jako że nie była to duża miejscowość, potraktowaliśmy ja tylko i wyłącznie jako miejsce na nocleg i następnego ranka ruszyliśmy dalej do granicy Fińskiej, a następnie do Rovaniemi.

DSC_2991

W drodze do domu

DSC_3000

Tradycyjny eskimoski namiot, ciepły i… wodoszczelny:)

DSC_3029

Renifery w miasteczku? Normalny widok.

DSC_3020

Husky 2 w Karasjoku;)

Wieczorem byliśmy już w Rovaniemi. Wszyscy  wiedza z czego słynie to miasteczko leżące na kole podbiegunowym, ja tylko dodam od siebie ze przejeżdżając obok wioski Świętego Mikołaja ujrzałem potężny biznes, który kreci się nawet latem – nie zatrzymaliśmy się. Pojechaliśmy prosto na dworzec i złapaliśmy nocny pociąg do Helsinek, tym samym opuszczając strefę podbiegunową i wracając do cywilizacji.

DSC_3036

Rovaniemi

Po całej nocy w pociągu, rankiem wysiedliśmy na dworcu w stolicy Finlandii. Jak na skandynawska stolice przystało, Helsinki są bardzo ładne i czyste. Poza tym, podobnie jak w Sztokholmie, czy Oslo można na legalu pic w parkach, z czego ludzie chętnie korzystają, np. po pracy siadając na trawce i pijąc wino. Co ciekawe nie ma tam żadnych śmieci, wszystko jest od razu czyszczone przez cyganów, którzy sprzedają, puszki czy butelki w skupach. Nawet podchodzą i pytają czy mogą zabrać butelkę – ot taka ciekawostka.

DSC_3127

W oczekiwaniu na prom

DSC_3053

Darude – Sandstorm, pamięta ktoś?

DSC_3171

Zatoka Fińska

Z Helsinek do Tallina dostaliśmy się bardzo szybka łodzią, która codziennie wozi podróżnych przez Zatokę Fińska. W stolicy Estonii pierwszy raz od dwóch tygodni przenocowaliśmy w hostelu, zarazem był to nasz pierwszy normalny, ciepły prysznic od wyjazdu z domu. Właśnie w takich chwilach człowiek docenia ciepłą wodę i wygodne miękkie lóżko. Bardzo spodobało mi się w Tallinie, bardzo ładne miasto, rozwijające się, gdzie stara architektura jest bardzo ładnie pomieszana z nowymi budynkami, co sprawia, że jest to naprawdę klimatyczne miasto.

DSC_3183

Nocleg w ciepłym hostelu

DSC_3237

Widok na miasto od strony portu

DSC_3213

Przyklad rewitalizacji starych budynków

DSC_3302

Port

DSC_3205

Tallin

DSC_3308

Starowka w Tallinie

DSC_3372

Widok z wierzy kościoła

Kolejnym przystankiem na naszej drogę była Łotewska Ryga. W drodze do stolicy Łotwy, miała miejsce śmieszna historia. Kierowca autobusu w pewnym momencie zatrzymał się i wyrzucił jednego pasażera, jak się okazało gość był zalany w trupa i się awanturował. Chłopaki trochę się poszarpali i po przedstawieniu pojechaliśmy dalej. Widać, że już nie jesteśmy w Skandynawii. W Rydze wróciliśmy do starych nawyków i nocowaliśmy na dworcu autobusowym. Spaliśmy razem z bezdomnymi na długiej ławce wzdłuż ściany. Co jakiś czas jeden z nich, leżący za Sidorem budził go z pytaniem, czy nie ma wody. Mnie natomiast około 2 w nocy obudziła Policja. Zaspany próbowałem zrozumieć o czym on do mnie mówi, ale uświadomiłem sobie, że nie znam łotewskiego więc nie mam co próbować. Funkcjonariusz widząc moje nieogarnięcie zapytał tylko: „wsio okiej?”, „okiej, okiej” – odpowiedziałem i poszedłem spać.

DSC_3437

Ryga

DSC_3447

Ryga

DSC_3502

Prawie jak wieża Eifela

DSC_3516

Ranek na dworcu

DSC_3536

Nasz nocleg w Rydze

DSC_3510

Most

Następnego dnia, próbowaliśmy kupić piwo w pobliskim markecie. Włożyłem do koszyka dwie rosyjskie Baltiki nr 3 i idę do kasy, a tam Pani mi mówi, że przed 10 rano alkoholu nie wolno jej sprzedawać. Zdziwienie, szok, niedowierzanie – jak to? Jak tak można? Jak żyć? Niestety piwa się nie napiliśmy, dopiero poźniej jak prohibicja już nie działa. W ogóle Ryga jest dziwnym miastem, nie przypadło mi do gustu. Jest brudne, typowo postsowieckie miasto. Dlatego też nie pozostało nam nic innego jak powrót do Polski. Złapaliśmy autobus do Whitestoku z krótkim postojem w Wilnie. W Białymstoku byliśmy późnym popołudniem i nie było już opcji żeby dostać się do Łosic.  Na szczęście był jeszcze autobus do Siemiatycz, czyli prawie do domu. Do Siemiatycz przyjechał po nas Gizi i pierwszym miejscem gdzie nas zawiózł swoją „Polówką”, był Zalew Siemiatycki. Zdecydowanie potrzebowaliśmy kąpieli;)

DSC_3547

Ostatnia prosta

Tak oto zrobiliśmy rundkę po Skandynawii, odwiedziliśmy 6 krajów, przejechaliśmy 5000 km, odwiedziliśmy kilka zajebistych miejsc, wydaliśmy trochę kasy, zmokliśmy, ale za to zyskaliśmy dużo zajebistych wspomnień. Warto było.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Wyciagniete z szuflady – Z namiotem na Nordkapp, czyli Skandynawia 2010

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s