Tajlandia – relacja

Pierwsza część relacji po Azji Południowo – Wschodniej, jako pierwsze opisuje wrażenia z Tajlandii. Jakoś specjalnie nie miałem w planie zwiedzać tego kraju, potraktowałem go jako miejsce gdzie można tanio dolecieć, aby następnie udać się do głównego celu mojej podróży, czyli Laosu, Kambodży, a także Wietnamu. Poniższy opis dotyczy Tajlandii – głównie Bangkoku, spotkania z jasnowidzem i przepowiedni.

Nigdy nie korzystałem z ofert Last Minute, mało tego, nigdy nie korzystałem z ofert biura podróży. Bo niby po co kupować wycieczkę, jeżeli można ją sobie samemu zorganizować, a przy okazji mieć niezły ubaw? Od dawna chodziła mi po głowie Azja Południowo – Wschodnia, miałem tam polecieć już w zeszłym roku z Łukaszem i Agą, ale z powodu mojej przeprowadzki i pracy ta podróż nie doszła do skutku. Co nie udało się w zeszłym roku, udało się w tym. Wszystko zaczęło się od świetnej oferty last minute jednego z biur podróży. Jak widać, co się odwlecze to nie uciecze. Wszystko zaczęło się od tego, że całkiem przypadkowo znalazłem ofertę lotu czarterowego z Sajgonu do Warszawy. Niewiele myśląc, kupiłem bilet. Niezmiernie zadowolony z siebie, że udało mi się upolować taka okazję, zacząłem zastanawiać się, jak ja do cholery dolecę do Sajgonu? Na szczęście, dosyć szybko znalazłem tani lot do Bangkoku. Haczyk polegał na tym, że musiałem wylecieć następnego dnia rano. No cóż, nie przywykłem marnować takich okazji, spakowałem plecak i następnego dnia siedziałem w samolocie do Bangkoku. Podróż na pokładzie nowego dreamlinera przebiegła bardzo spokojnie. Obok mnie siedział pewien Norweg, który leciał na wakacje. Dla lepszej integracji, w pewnym momencie wyciągnął flaszkę Jagermeistera. Jak się okazało sposób zadziałał, bo z samolotu wysiedliśmy jako najlepsi kumple:) Niestety chlanie ze Skandynawami zawsze kończy się dla mnie źle, bo gdzieś zgubiłem telefon – podobna historia przytrafiła mi się kiedyś w Bośni. No ale nieważne, jestem w Bangkoku, zaraz po wyjściu z lotniska uderzyła mnie fala gorąca, która bije jak żar z pieca i osłabia jak cholera. Różnica temperatur pomiędzy Londynem a Bangkokiem to ponad 20 stopni. Jest tak gorąco, że po chwili jestem cały mokry – na szczęście jakoś przywykłem, dużą rolę w odpowiednim nawodnieniu organizmu odegrało lokalne piwo.

DSC_6429

Kanały w Bangkoku

DSC_6431

Tradycyjna łódka

W Bangkoku zatrzymałem się na kilka dni. W mojej świadomości miasto to funkcjonowało jako jeden wielki burdel, kurewstwo na każdym kroku, ladyboye, brud, smog i podstarzali goście typu Hugh Hefner ruchający nastolatki. Jak się okazało jest to tylko jedna strona tego miasta, jest też druga strona i gdy pominiemy wcześniej wspomniane aspekty, to Bangkok jest naprawdę interesujący. Wystarczy pokręcić się trochę po mieście aby dostrzec jego urok, największymi skarbami Bangkoku są jego świątynie, ale również tak prozaiczne rzeczy jak bazary, wszędobylskie tuk tuki, tradycyjne długie łodzie mknące miejskimi kanałami, czy walki boksu tajskiego. Na mnie największe wrażenie zrobiła Świątynia Wat Phra Kaeo, czyli Świątynia Szmaragdowego Buddy, cały kompleks jest naprawdę niesamowity, przepych z jakim został stworzony nie pozwala przejść obok niego obojętnie i przez cały czas towarzyszyła mi myśl „mają rozmach sk…”. Aby dostać się do środka należy być stosownie ubranym, tzn. zakaz wjazdu dla gości w krótkich gaciach. Ja oczywiście byłem w szortach, ale na szczęście w pobliskim sklepie wypożyczyłem jakieś gacie za 3 złocisze i mogłem spokojnie wejść, jak się okazało to dość popularna praktyka.

Świątynia Szmaragdowego Buddy w Bangkoku

Świątynia Szmaragdowego Buddy w Bangkoku

DCIM103GOPRO

Szmaragdowa Świątynia

Pewnego razu idąc ulicą, zaczepia mnie jeden gość i pyta skąd jestem. Odpowiadam mu zgodnie z prawdą: „Andrzejku, jestem z Polski”, odpowiedź jaką usłyszałem trochę mnie zaskoczyła, bo oprócz standardowego „yes, yes, I know Poland”, usłyszałem „Poland win Germany 2-0”. No proszę nawet w Tajlandii wiedzą, że pokonaliśmy odwiecznego rywala. A Lewandowski jest bardziej znany od papieża.

Taj

Tajski fan piłki nożnej

Jedną z najbardziej popularnych bakpakerskich ulic jest Khao Tsan. Z łatwością można tam znaleźć tani hostel, kupić garnitur, albo fałszywe dokumenty. Biznes z fałszywkami dobrze się kręci, można tu kupić dokumenty z całego świata min. legitymacje CIA, polski dowód osobisty, czy australijskie prawo jazdy. Z ciekawości zapytałem o lewy paszport, jednak takiej usługi chłopaki z Khao Tsan nie mieli. Polskie prawo jazdy, czy dowód osobisty kosztują ok. 80 zł i możemy je otrzymać już po godzinie. Co prawda taka fałszywka wygląda dobrze, ale brak na niej jakichkolwiek zabezpieczeń, typu hologramy, znaki wodne itp. co sprawia, że te dokumenty są bezużytecznymi kawałkami plastiku. No chyba, że ma się 16 lat i próbuje się wejść do klubu;)

Dokumenty do wyboru, do koloru

Innym razem idąc ulicą, zaczepił mnie jeden gość, był to rosły, przy kości Hindus, z wyglądu przypominający Ryszarda Kalisza, tylko że z brodą i w turbanie. Usłyszałem „You have a lucky face” i zaproponował przepowiedzenie przyszłości. Kiedyś w Warszawie spotkałem pewną cygankę, z jej wróżb niewiele wyszło, a dwa złote poszło się jebać. Ale byłem ciekawy co ten gość wykombinuje żeby wyciągnąć ode mnie kasę i zgodziłem się. Na początek zapytałem, ile chcę za przepowiedzenie przyszłości, ale stary cwaniak nie dał się podpuścić i powiedział tylko, że tyle ile uznam za stosowne. Z ruchliwej Khao Tsan zeszliśmy w boczną uliczkę, gdzie czarodziej miał przygotowane dwa taborety. Rozejrzałem się szybko, oceniając ryzyko i przygotowując ewentualną drogę ewakuacji, wyglądało dość bezpiecznie, ale postanowiłem pozostać czujny. Na początek przedstawił się i pokazał jakieś stare zdjęcie na którym było około 20 młodych ludzi, kompletnie nagich, pośród nich wskazał siebie i powiedział, że jest uczniem starej hinduskiej wiary, że jest Mistrzem Yogis, czy jakoś tak. Pomyślałem, no niezły prawdziwek mi się trafił i może być ciekawie. No ale jedziemy dalej i mówi że mi powie jak ma imię moja matka i jeszcze kilka innych rzeczy. Udaje zainteresowanie i w międzyczasie ponownie pytam o cenę, niestety jasnowidz jest czujny i zbywa mnie w ten sam sposób. Następnie wyciąga kawałek papieru, coś na nim gryzmoli, zgniata go i daje mi do ręki, prosząc abym go trzymał w zamkniętej dłoni. Następnie pyta mnie o dowolna liczbę i dowolny kolor, a moje odpowiedzi zapisuje na innym kawałku papieru. Po odprawieniu jakichś modłów, prosi mnie o rozłożenie karteczki która trzymałem w ręku, biorę karteczkę, patrzę, a tam moja liczba i mój kolor. Pomyślałem, dobry jest skurwiel. Sztuczka była naprawdę świetnie zrobiona, nawet się nie zorientowałem kiedy i w jaki sposób podmienił mi karteczki. Zapytałem go wprost, jak on zrobił tą sztuczkę? Niestety nie chciał mi powiedzieć, powtarzał tylko, że jest mistrzem Yogis itp. Kolejna sztuczka była analogiczna, z tą różnicą, że kawałek papieru który trzymałem w ręku osobiście podpisałem swoim imieniem. Później w ten sam schemat, informacje które podawałem, on zapisywał, czarował itp. Tym razem byłem mega skupiony na przyłapaniu go na triku i obserwowałem każdy jego ruch, ciągle pamiętając o podpisanej karteczce w mojej dłoni. Kiedy kazał mi sprawdzić moją karteczkę, byłem pewny, że nic tam nie ma poza tym co na niej napisałem. Niestety, sztuczka znowu mu się udała, były na niej wszystkie informacje które mu podałem. Po wszystkim, gość powróżył mi z ręki, przepowiedział mi przyszłość, powtarzając ciągle jakim to dobrym gościem jestem;) Na koniec zapytałem go jeszcze raz, jak on robi te sztuczki z karteczkami, bo są zajebiste. Ale jak każdy magik, nie zdradził nic. Widząc, że nadal mu nie wierzę, po raz trzeci zrobił sztuczkę z karteczkami, tym razem pytał o ulubiony kwiat i tym razem udało mu się mnie przechytrzyć. Na koniec mimochodem wspomniał o hajsie i jak się okazało, owe co łaska przyjęło całkiem realne liczby, w postaci 200, 400, lub 600 dolarów. Polubiłem gościa, sztuczki były naprawdę zajebiste, dałem mu za to 20 dolarów, chciał jeszcze telefon albo zegarek, ale za te fanty musiałby mi wyczarować jakiegoś koguta, albo coś w tym stylu:) Podsumowując, straciłem 20$, zobaczyłem kilka fajnych sztuczek iluzjonistycznych i poznałem swoja przyszłość. Osobiście nie wierzę w takie rzeczy, jednak wiele osób łyka przynętę i płaci takim ludziom po 200$. Czy moja przepowiednia się sprawdzi? Zobaczę za jakiś czas, jeżeli tak to fajnie, jeżeli nie to jestem w plecy 20 baksów;)

Khao Tsan

Po kilku dniach w stolicy Tajlandii, ruszyłem na północ w kierunku granicy w Laosem. Dotarłszy do Nonh Khai, zatrzymałem się na jeden dzień w tej przygranicznej mieścinie. Zdaje się, że życie płynie tutaj w rytm leniwie płynącego nieopodal Mekongu. Ludzie też jakby inni, nawet kierowcy tuk tuków bardziej przyjaźni. Poszedłem do fotografa zrobić zdjęcia do wizy, zaraz po wejściu, poczułem się jakbym cofnął się w czasie o kilkadziesiąt lat, aparaty które tam zastałem często widywałem na targach staroci, lub sklepach z antykami. Tam nawet mój stary Nikon lśnił niczym najnowsza lustrzanka. Kręcąc się po mieście, moją uwagę przykuł miejscowy bazar. Szczerze mówiąc wszelkiego rodzaju bazary i targi, są idealnymi miejscami do zrobienia ciekawych zdjęć, poza tym można tam wszystko kupić, od ubrań po bimber. Moją uwagę przykuły żółwie, jeszcze żywe ale podobno idealne do gotowania – cena za sztukę 8 zł, poza tym mnóstwo różnego rodzaju ryb, owoców morza, kwiatów, warzyw i ubrań – dosłownie wszystko. Następny przystanek Laos.

bazar

takie i wiele innych rzeczy można kupić na miejscowym bazarze

Bazar

Bazar

Ryby

Świeże rybki

bazar

Miejscowy bazar

mekong

Mekong w Nong Khai

Kurczaki

Świeże Kurczaki… chyba:)

10 uwag do wpisu “Tajlandia – relacja

    • A ktora to malo chlubna czesc miasta? Bo caly Bangkok taki mi sie wydal… A na ping ping pong show nie bylem, gdybym byl przeczytalabys o tym w tekscie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s