Wyciagniete z szuflady – Peru

Jakiś czas temu, zastanawiałem się jaki kolejny tekst z cyklu „wyciągnięte z szuflady” wrzucić na bloga. Tak się złożyło, że ostatnio znajoma poprosiła mnie o kilka praktycznych porad związanych z jej wyjazdem do Peru. No i pomyślałem, że to jest dobra okazja żeby opisać moje wrażenia z Peru. Pod wieloma względami był to wyjazd inny niż wszystkie ponieważ nie podróżowałem sam, pojechaliśmy tam we dwóch z Gizim – w tekście postaram się przybliżyć tą legendarną postać;) Ogólnie było dużo alkoholu, dużo śmiesznych sytuacji, zgubiony telefon i ukradziony koc.

Był koniec grudnia roku pańskiego 2012. Nie dość że pogoda była pod psem, to po trudach świąt Bożego Narodzenia rozłożyła mnie grypa. W związku z powyższym, udałem się do lekarza po ratunek. Pech chciał, że lekarz do którego się udałem, przyjmował dopiero po południu, a była godzina 10. Nie było sensu wracać do domu, więc wydzwoniłem Giziego. Gizi zaproponował terapię medycyny niekonwencjonalnej, i już po chwili siedzieliśmy w barze na piwie, miało być tylko jedno małe piwo, a później planowana wizyta u lekarza – skończyło się jak zwykle;) Po kolejnym piwie wspomniałem o tym, że widziałem tanie bilety do Peru, na odzew nie trzeba było długo czekać – usłyszałem tylko – no to kupuj bilety i lecimy. Znam go od liceum i wiedziałem że nie żartuje. Gizi jak mówi, to mówi, a jak mówi to wie;) Do lekarza oczywiście nie poszedłem, ale za to po kilku dniach miałem już kupione bilety na najbliższą majówkę, na trasie – Barcelona – Lima – Madryt. Wiedziałem też, że to będzie ciekawy wyjazd, zawsze jak jedzie Gizi to coś ciekawego się dzieje, ten znany łosicki awanturnik nie może żyć, jak czegoś nie odjebie;) Pamiętam jak kiedyś w Rzymie poszedł pożyczyć nóż, po to aby zrobić kanapki – skończyło się awanturą i szarpaniną z mieszkańcami kamienicy w której był hostel. Innym razem złapała nas Straż Graniczna, za nielegalne przekroczenie granicy z Białorusią, o przygodach z policją, przez grzeczność nie będę wspominał. Paryż też nie był dla nas zbyt gościnny, ale to już bardziej zasługa innego asa – Metyla – może kiedyś będzie okazja napisać coś więcej. Oj, było tego trochę, ale zawsze wychodziliśmy ze wszystkiego obronną ręką, choć czasami zdrowie na tym cierpiało;)

1

Podczas podróży różne rzeczy przychodzą do głowy.

Wracając do podróży do Peru. Po kupieniu dolotów do Barcelony, trasa przedstawiała się następująco: Warszawa – Barcelona – Madryt – Lima – Madryt – Bruksela – Mediolan – Katowice. Był koniec kwietnia, wylądowaliśmy na lotnisku El Pratt w Barcelonie. Jako że już kiedyś byliśmy całą załogą w Barcelonie, to nie w głowie było nam zwiedzanie zabytków, tylko dobra zabawa. Prosto z lotniska udaliśmy się do wypróbowanego wcześniej hostelu. Kabul Hostel to idealne miejsce dla backpackerów z całego świata, ze świetnym tarasem na dachu gdzie można rano zjeść śniadanie, albo wieczorem napić się wina, a przy tym ma bardzo dobrze zaopatrzony bar. Jak się później okazało, w tym barze pracowała dziewczyna z Polski – jak dobrze pamiętam – pochodziła z Ostrołęki. Wieczór skończył się wspólną wyprawą do klubu – w klubie nie byłem ze sto lat, ale w Barcelonie się skusiłem – niestety nie wpuścili mnie. Usłyszałem tylko, że Panów w obuwiu sportowym nie wpuszczamy, mój los podzielili pewien Australijczyk i Argentyńczyk, chłopaki nie dawali za wygraną i forsowali wejście – ja odpuściłem i w środku nocy powolnym spacerkiem wróciłem do hostelu, gdzie Gizi zmęczony po podróży, już dawno grzecznie spał. Następnego dnia, mieliśmy lot przez Madryt do stolicy Peru. Kraj ten słynie z takich atrakcji jak Machu Picchu, kondorów i… produkcji kokainy.

DSC_4490

Szybko, tanio i bezpiecznie. Nie trzeba atestowanego sprzętu.

Peru jest jednym z trzech krajów andyjskich, oprócz Kolumbii i Boliwii, gdzie jest możliwa uprawa koki, i drugim po Kolumbii największym producentem kokainy. Koka rośnie tylko w strefie tropikalnej, na wysokości od 1500 do 2500 m n. p. m. Kokaina tutaj daje pracę, daje pieniądze i zabija. Zabija tych co ją produkują, zabija tych co nią handlują, zabija tych co ja wciągają. Bieda i bezrobocie dostarcza kartelom tania siłę roboczą wykorzystywana przy produkcji czy transporcie, nawet wieloletnie wyroki nie są w stanie odstraszyć miejscowych rolników od pracy w tym biznesie. To dzięki kokainie swoją siłę uzyskała najbardziej krwawa komunistyczna bojówka Peru, o nazwie Świetlisty Szlak. Aby uzyskać kilogram białego proszku, potrzeba ok, 300 kg liści. Proces przetwarzania liści polega na zalaniu ich benzyną i dokładnym ich ugniataniu (często robią to ludzie własnymi nogami), w ten sposób narkotyk jest wyciągany z liści. Następnie liście są usuwane, a do pozostałego płynu dodawana jest soda w celu zneutralizowania. Następnie wszystko podgrzewamy aby odparować zbędną ciecz. Otrzymujemy w ten sposób gęstą masę, która następnie jest suszona i tak oto robiona jest kokaina. Proste? Jasne że tak. Makłowicz pewnie zna lepszy przepis, ale ten jest najprostszy;). Koka była tam od zawsze, już peruwiańscy Indianie używali liści koki w celach obrzędowych, a także podczas dalekich wypraw, zwiększając w ten sposób swoja wytrzymałość. Do wielkich fanów kokainy należeli min. Zygmunt Freud czy Artur Conan Doyle. Robert Stevenson swoje opowiadanie Dr Jekyll i Mr Hyde, napisał podczas sześciodniowej sesji kokainowej. Z kolei Tony Halik żuł liście koki aby zapobiegać chorobie wysokościowej. To na kokainie są zbudowane najpotężniejsze kartele narkotykowe świata, które do dziś kontrolują ogromne rejony dżungli, gdzie produkowana jest koka, tereny te są wyjęte spod kontroli krajów, na którym się znajdują. Najlepszym przykładem jest słynne kokainowe imperium kolombijczyka Pablo Escobara, które nie było w żaden sposób kontrolowane przez państwo. Szacuje się że roczne obroty kokainowego biznesu sięgają ok. 150 mld dolarów, to tyle samo co z handlu ludźmi, czy niewolniczej pracy. Biała dama do dziś uwielbiana jest na całym świecie przez gwiazdy show biznesu, polityków, biznesmenów, i to się raczej nie zmieni.

2

15 ton kokainy zarekwirowane przez policję źródło: http://www.focus.pl

Dość o koce, rozpisałem się trochę. Wracając do naszej podróży, po 12 godzinnym locie wysiedliśmy na lotnisku w Limie i zaczęliśmy kombinować, jak dostać się do Cuzco. Były dwie opcje – 14 godzin w autobusie, albo 2 godziny w samolocie. Wybór był oczywisty, ubożsi o sto dolarów, siedzieliśmy w starym samolocie Peruwian Airlines do Cuzco. Zaraz po wylądowaniu, poczułem że znajdujemy się na wysokości 3300 m n.p.m. , ale na szczęście ból głowy był tylko chwilowy i później wszystko było w jak najlepszym porządku, być może piwa spożywane z Gizim, miały na to wpływ – nie wiem;) Głównym powodem dla którego tutaj przybyliśmy, jest oddalone o 110 km Machu Picchu. O Machu Picchu chyba nie trzeba nic mówić, jeden z siedmiu cudów świata, dawna stolica Inków, w pewnym momencie opuszczona przez swoich mieszkańców. Badacze i historycy do dziś spierają się dlaczego Inkowie opuścili miasto. Co ciekawe, miasto zostało opuszczone w XVI wieku, a odkryte dopiero w 1911 roku (tak przynajmniej twierdza amerykanie). Największe wrażenie zrobiły na mnie bloki skalne idealnie do siebie dopasowane, szczeliny pomiędzy poszczególnymi blokami skalnymi tworzącymi ścianę są tak małe, że nie sposób jest wsadzić pomiędzy nie nóż. Szacun dla budowniczych za precyzyjne wykonanie, teraz się już tak nie buduje;).

3

Cuzco

4

Takie tam na Machu Picchu;)

W ogóle żeby się tu dostać, to jest dość droga impreza, jest to spowodowane niedostępnością tego miejsca i monopolu jeden amerykańskiej firmy o nazwie Peru Rail. Tą trasę można pokonać pieszo, wystarczy czterodniowy trekking trasą o nazwie Inca Trail. Albo można tutaj dojechać pociągiem z Ollatayambo do Aguas Caliente u podnóża Machu Picchu, innej możliwości dotarcia nie ma. Dlatego bilety na pociąg są tak drogie, ok 50 $ w jedna stronę, to nie jest mało. Ale muszę przyznać że warto było, choć wolałbym ta trasę pokonać pieszo.

Następnym przystankiem, było miasto Puno i jego największa atrakcja, czyli jezioro Titicaca. O jeziorze chyba każdy słyszał, jest to najwyżej położone żeglowne jezioro świata, 3812 m n.p.m. Dla porównania, nasze Rysy maja tylko 2499 m n.p.m.

6

Titicaca

5

Titicaca z perspektywy Puno

Zabawne jest tłumaczenie nazwy jeziora, nazwa pochodzi z języka keczua (po hiszpańsku Qeuchua – nie chodzi o markę odzieży z Decathlonu) i oznacza pumę polującego na królika, wystarczy spojrzeć na mapę jeziora, aby to zobaczyć. W Puno miałem okazje spróbować peruwiańskiego przysmaku jakim jest świnka morska. Za pół świnki morskiej w panierce, z warzywami i ziemniakami, zapłaciłem ok. 40 soli czyli trochę ponad 40 zł. Próbowałem namówić Giziego na ten specjał, ale twardo stał przy swoim i nie spróbował, pozostał przy sprawdzonym piwie. Mięsa na tej śwince było bardzo mało i żeby się najeść, to trzeba by było zjeść ich ze cztery. Ale za to mięso było smaczne, bardzo podobne do kurczaka, tylko te małe kostki, nóżki i główka… Pokręciliśmy się trochę po mieście, popływaliśmy trochę po jeziorze, zobaczyliśmy jak miejscowi, dla zachodnich turystów odstawiają szopkę pt. Pływające wyspy. Poprzebierani w tradycyjne stroje, przyjmują zachodnich turystów na swoich sztucznie zrobionych wyspach, pływających po jeziorze. Robią to dość nieudolnie, przez co całe przedsięwzięcie traci swój urok, bo sam fakt, że setki lat temu byli w stanie taką wyspę zbudować na wodzie, jest niesamowity. No ale może się niepotrzebnie czepiam.

9

Głęboka rozkmina na 5000 m n.p.m.

Ruszyliśmy dalej w drogę. Zatrzymaliśmy się w mieście Arequipa. To właśnie tam kupiłem sobie Ray Bany za 20 soli, klasa. Arequipa posłużyła nam jako baza wypadowa do kanionu Kolka, który według niektórych źródeł jest najgłębszy na świecie – zależy kto mierzy;) Ale za to, na 100% jest dwa razy większy od Wielkiego Kanionu w Kolorado.

7

Gizi w kanionie Kolka

Jako pierwsi ten kanion w latach ’80 przepłynęli Polacy. Dzięki temu, mamy tam wiele oficjalnie zatwierdzonych nazw związanych z Polską, np. Wodospady Jana Pawła II, Kanion Polaków, czy Kanion Czekoladowy, do tego później dołączył Wodospad Polonia. Jak się okazuje związków Peru z Polakami jest więcej, inny Polak Jacek Pałkiewicz wyznaczył w Peru źródła Amazonki, A Ernest Malinowski, zbudował tu najwyżej położoną linię kolejową na świecie. Możemy być tylko dumni z takich osiągnięć naszych rodaków. Oprócz obejrzenia kanionu, był jeszcze jeden powód dla którego tu przyjechaliśmy – kondory. Tutaj można je bez trudu zaobserwować, te padlinożerne ptaki, osiągają rozpiętość skrzydeł do 3 metrów, skurwiele są naprawdę wielkie. Czytałem w książce Tonego Halika, jak kiedyś łapali na kondory. A sposób na złapanie kondora jest bardzo prosty, wystarczy zabić konia. Następnie podrzucić mięso i czekać. Wtedy kondor zwabiony świeżą padlinką, przylatuje sobie i zaczyna jeść, a że jest zachłanną bestią, to nie wie kiedy przestać. I w taki oto sposób obżera się do tego stopnia, że nie da rady się wzbić w powietrze, wtedy przyczajony łowca, opuszcza swoja kryjówkę i łapie wystraszonego ptaka. Proste, prawda? Niestety, albo stety nie mieliśmy żadnego rumaka na podorędziu.

DSC_5764

Vultur gryphus – Kondor

Na koniec zostawiliśmy sobie Limę, aby tam dotrzeć z Arequipy potrzebowaliśmy 14 godzin jazdy autobusem. Powiem tak, gdybym jechał polskim autobusem, to pewnie gdzieś w połowie drogi wysiadłbym i poszedł pieszo, ale tutaj normalnie prima sort. Najlepszy serwis jaki w życiu widziałem w autobusie – nawet lepszy niż w Iranie. Komfort jazdy, nieporównywalny z polskim PKS-em, picie, jedzenie, dotykowy ekran w zagłówkach, Internet, czego chcieć więcej? .

10

W autobusie z Arequipy do Limy

Nie wiem dlaczego, ale z Limy nie pamiętam nic szczególnego, nic co byłby warte uwagi, ot zwykłe południowoamerykańskie miasto. Hostel był strasznie zasyfiony, nie mieliśmy wszystkich szyb w oknie i nie było ciepłej wody, ale za to był tani;) Zatoczyliśmy krąg i wróciliśmy do punktu wyjścia. Ostatecznie nie udało nam się dotrzeć do Boliwii, co mieliśmy w planie, ale mimo wszystko i tak było fajnie. Zawsze miałem ubaw jak meldowaliśmy się w hostelach i za każdym razem mówiłem osobie pracującej na recepcji aby powtórzyła Giziego imię i nazwisko, dla hiszpańskojęzycznych jest to naprawdę trudne o powtórzenia;) Inna zabawą było wkręcanie dziewczyn w barach, że mój ziomek jest słynnym: poetą, malarzem, tancerzem, sam już nie wiem co jeszcze wymyśliłem – zawsze wierzyły;)

11

Chwila na odpoczynek

Nadszedł czas powrotu do Europy. Pierwszym przystankiem w Europie był Madryt, gdzie zatrzymaliśmy się na noc. Na nocleg wybraliśmy sprawdzona miejscówkę, z dobrze zaopatrzonym barem. Na nieszczęście nasze i innych, wzięliśmy udział w zabawie zorganizowanej przez barmankę – chodzi o beerponga, z tym że Gizi wpadł na pomysł, że jako prawdziwi Polacy musimy zamienić piwo na wódkę. No i graliśmy. Amerykanie, Kanadyjczycy i Anglicy podczas gry pili piwo, ewentualnie sangrię, a my łoiliśmy gołdę. Chyba nie muszę mówić jak to się skoczyło;) Najgorsze jest to, że bardzo wcześnie rano mieliśmy samolot do Brukseli. Na szczęście udało nam się o czasie dotrzeć na lotnisko, przechodzimy przez kontrolę i tu zaczynają się jaja. Przeszedłem jako pierwszy i przy taśmie próbuje pozbierać bagaż do kupy, w pewnym momencie patrzę na Giziego, próbującego zrobić to samo. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie miał w swoim plecaku koca, który wziął hostelu. W środku nocy jak się pakował po pijaku, zwinął im koc, niestety nie zwinął swojego telefonu, więc chyba wyszło na zero. Widok Giziego próbującego wsadzić koc do plecaka był tak komiczny, że tarzałem się ze śmiechu.

12

Koc musi być, obowiązkowy element w plecaku każdego backpackera;)

Przez cały wyjazd Gizi był spokojny jak nigdy, ale na koniec musiał coś odjebać – nie byłby sobą. Na szczęście udało nam się dolecieć do Brukseli, później Mediolan i Katowice, wszystko na potężnym kacu. A na koniec, najlepsze – pociąg z Katowic do Warszawy. Do tego trzeba mieć naprawdę końskie zdrowie;)

2 uwagi do wpisu “Wyciagniete z szuflady – Peru

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s