Relacja z podrozy – Islandia

Tym razem świeża relacja z podróży, z której właśnie wróciłem. Po Svalbardzie, kolejnym „zimnym” kierunkiem w który udałem się w tym roku jest Islandia. Północne kierunki są jednymi z moich ulubionych, zarówno ze względu na niesamowitą przyrodę, jak i również ze względu na brak ludzi, co sprawia, że są to idealne miejsca na wakacje. Wiem, wiem, znowu nie Egipt. Cóż, może następnym razemJ Islandia jest położona w północnej części Oceanu Atlantyckiego, gdzieś pomiędzy Grenlandią a Norwegią i Wielką Brytanią. Z jednej strony lodowce – największy w Europie, z drugiej wulkany. Teren bardzo aktywny sejsmicznie, położony na styku dwóch płyt kontynentalnych, przez co nigdy nie jest tu nudno – jak nie trzęsienia ziemi, to wybuchy wulkanów, jak ten z 2010 roku który sparaliżował ruch lotniczy w Europie. Kraj trzy razy mniejszy od Polski, mający jedynie 320 tysięcy mieszkańców, czyli jakieś 120 razy mniej niż Polska. Mimo to w tym sezonie poznański Lech odpadł w kwalifikacjach z islandzkim klubem, dokładnie z Stjarnan FC, pochodzącego z przedmieść Reykjavikui! To tak jak u nas Dolcan Ząbki, albo Znicz Pruszków. Poza tym ten kraj od zawsze kojarzył mi się z Bjork, najsłynniejszą tamtejszą piosenkarką . Tyle słowem wstępu.

W Reykjaviku wylądowałem o godzinie 10 rano, gdzie odebrać miał mnie facet z wypożyczalni samochodów. Niestety tuż po wylądowaniu zorientowałem się, że nie mam przy sobie prawa jazdy – okazało się, że zostało w domu. W takiej sytuacji mogłem tylko wracać do domu, ponieważ podróż po wyspie bez samochodu nie miał wielkiego sensu – autobusów brak, kiepska pogoda, a na stopa zbyt mało czasu. Zwłaszcza, że planowałem objechać wyspę dookoła. Jednym słowem jestem w dupie – ja pierdole, a miało być tak pięknie. No nic, odbiera mnie gość z wypożyczalni i opowiadam mu swoją historię, mając nadzieję na odbiór zaliczki. Ku mojemu zaskoczeniu, facet nic robiąc sobie z moich opowieści, zaprasza mnie do samochodu. Pomyślałem, że mnie nie zrozumiał i zaczynam od początku, że nie mam prawa jazdy itp. W końcu facet mówi: słuchaj, jakby Cię zatrzymali to mów, że tutaj zgubiłeś i powinni Cię puścić, jakby coś to dzwoń. Później pytam o papiery do samochodu, w odpowiedzi otrzymałem krótkie: nie potrzebujesz. Wiedziałem, że spodoba mi się tutaj. Tak oto zaczęła się moja podróż po Islandii. Czasami warto wypożyczyć samochód w lokalnej wypożyczalni, ponieważ w międzynarodowych wypożyczalniach w takiej sytuacji nikt nie dałby mi samochodu i usłyszałbym krótkie – przykro mi. Przy wyborze samochodu decydowały dwa czynniki. Pierwszy – auto musi mieć napęd na cztery koła, drugi – musi być tanie. Przy zastosowaniu tych dwóch kryteriów, wybór musiał być tylko jeden – Dacia Duster. Parafrazując slogan Seata: rumuński temperament, francuska technologia. Nie brzmi to zbyt dobrze, jednak auto dawało radę w każdym terenie… poważnie;)

DSC_5334

Rumuński temperament, francuska technologia – Dacia po chrzcie w terenie

Jak już wspomniałem zamierzałem objechać wyspę dookoła, czyli klasyczna droga, z tym że miałem ją zrobić w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Jako że Islandia nie jest małym krajem, to do pokonania miałem około 1500 km.

is;andia route 1

Trasa mojej podróży dookoła Islandii

Tak więc jadę, bez papierów, bez prawka, rumuńskim samochodem. Pierwszym przystankiem były bodajże najsłynniejsze islandzkie gorące źródła, czyli Blue Lagoon. Zaraz po wjeździe na parking, zobaczyłem grupkę ludzi pijących piwo przy samochodzie, przez głowę przemknęła mi tylko myśl – o nasi tu są. Jak się później okazało, rzeczywiście to byli Polacy, na zewnątrz 13 stopni, a ci walą browar na parkingu. Prawda jest taka, że tylko nam się chcę integrować w takich warunkach. Kompleks Blue Lagoon, są to gorące źródła, hotel, kawiarnia, sklep z pamiątkami, a standardowa wejściówka kosztuje 35 euro, są oczywiście droższe z ręcznikiem i barem w cenie – jak dla mnie to rozbój w biały dzień. Wziąłem standardową, bo po podróży orzeźwiająca kąpiel jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Poza tym fajnie jest być w wodzie o temperaturze 37 stopni, podczas gdy temperatura powietrza wynosi 13 stopni i pada deszcz. Dodatkowo nałożyłem sobie na twarz maseczkę z błota i zaległem na dłuższą chwile gapiąc się na tęczę. Wiem, że maseczka błotna na twarzy faceta i tęcza, nie brzmią zbyt dobrze, ale nie doszukiwałbym się tutaj żadnych podtekstów;) Poza tym maseczka chyba miała właściwości odmładzające, ponieważ później przy zakupie piwa zostałem poproszony o dowód, co od jakiegoś czasu uznaję to za duży komplement:)

?????????????

Gorące źródła – Blue Lagoon

Dobrze było pomoczyć dupę w zimnej wodzie, jednak trzeba było ruszać dalej, skierowałem się na wschód, często zjeżdżając z głównej drogi i jadąc bezdrożami. Kiedy zaczął zapadać zmrok, zatrzymałem się na stacji paliw, żeby zapytać o jakiś nocleg. Spotkałem tam, a jakże… Polaka, kupował sobie pizze:) dowiedziałem się od niego, że w tej wiosce na 800 mieszkańców jest 120 Polaków. W ogóle Polacy stanowią największą mniejszość narodową na wyspie, stanowią 2,8% społeczeństwa, pracują głównie w rybołówstwie i wyglądają na dobrze zasymilowanych z lokalna społecznością. Jadąc dalej, zobaczyłem pewna parę próbujących złapać stopa, oczywiście zabrałem ich i okazało się, że chłopak był Belgiem, a dziewczyna oczywiście z Polski – mały jest ten świat:).

unnamed

Polski sklep w Kaflaviku

Jednym z punktów obowiązkowych mojej podróży po Islandii, było odwiedzenie wraku samolotu armii amerykańskiej, który w 1973 roku z braku paliwa i złej pogody rozbił się przy awaryjnym lądowaniu na południowym wybrzeżu Islandii. Problem z wrakiem był taki, że nie prowadzi do niego żadna droga i nie jest opisany w żadnym przewodniku. Wiedziałem tylko, że jest gdzieś w okolicy miejscowości Skogar. W hostelu otrzymałem kilka wskazówek jak tam trafić, dowiedziałem się, że jadąc w kierunku Vik, 2,5 km za mostkiem mam skręcić w prawo w bramę, a dalej jechać za śladami. Jak się okazało nie było to taki trudne, ponieważ, był tylko jeden mostek, i po ok. 2,5 km tylko jedna brama po prawej stronie. Dalej już było z górki, jakieś 4 km bezdroży i wrak. Świetna sprawa, polecam każdemu odwiedzającemu Islandie.

DSC_4484

Wrak samolotu

Dalej rewelacyjny kawałek drogi wzdłuż wybrzeża, dużo zakrętów, pięknych widoków, i wąskich mostków. Mostki zapamiętałem z tego względu, że miałem zabawę polegającą na ich najszybszym przejechaniu. Wyglądało to tak, widzę mostek, sprawdzam czy nic nie jedzie z naprzeciwka i w pedał:) Przejechać przez wąski mostek 120 km/h jest głupie, ale dawało dużo frajdy. Mogłem sobie na to pozwolić, ponieważ droga była niemalże pusta i aż prosiło się o przyciśniecie gazu.

DSC_4387

W drodze po południowym wybrzeżu

DSC_4740

Dolina rzeki Ketla

DSC_4773

Okolice Hofn

DSC_4791

Typowy obrazek z Islandii, takich wodospadów jest tu mnóstwo

DSC_4802

Coś wam to przypomina?

Po drodze odwiedziłem Park Narodowy Vatnajokull na terenie którego znajduje się największy lodowiec w Europie o takiej samej nazwie. Kręcono tutaj min. jedną z części Jamesa Bonda, któregoś z Rogerem Moorem, jakoś w latach 80-tych. Zatrzymałem się na chwilę w Skaftafell, gdzie z bliska można podziwiać czoło lodowca, a także zobaczyć Czarny Wodospad, przy okazji robiąc mini trekking.

DSC_4966

Czarny wodospad

DSC_4833

Czoło lodowca

Jadąc dalej dotarłem do Jokulsarlon, gdzie lodowiec spotyka się z oceanem – dosłownie. Widać jak ogromne bryły lodu majestatycznie wypływają na ocean by po chwili z ogromną siłą zostać wypchnięte na brzeg. Widok brył lodowych na plaży jest naprawdę niesamowity i warty zobaczenia. Oprócz tego można tu jeszcze zobaczyć fokę, tudzież innego zwierza.

DSC_5070

Bryły lodu wyrzucone na brzeg oceanu

DSC_5082

Bryły lodu płynące w stronę oceanu

DSC_5103

Jokulsalron

Kolejne dni upływały mi na podróży po wschodniej Islandii, trochę off roadu, trochę wiosek rybackich, dużo fajnych dróg w górach. Szwendając się dotarłem do opuszczonego domu gdzieś na skraju wysypy. Drzwi i okna oczywiście były zabite płytami, jednak znalazłem małe wejście od tyłu, wczołgałem się do środka żeby zobaczyć jak kiedyś mieszkali tu ludzie. Dom miał cztery pomieszczenia na dole i cztery na górze. Wszystko było już poważnie zniszczone, zwłaszcza podłogi, trzeba było uważać żeby nie wpaść do piwnicy. Na górze, podłoga w jeszcze gorszym stanie, kilka mebli – jakaś szafka i łóżko. Chodząc po starych opuszczonych budynkach czuć niesamowity klimat przeszłości, tego co było i przeminęło. Poza tym uwielbiam fotografować takie opuszczone miejsca, zawsze znajdzie się tam jakiś ciekawy temat. Ciekawa alternatywa zamiast zwiedzania muzeów, polecam.

DSC_5477

Opuszczony dom

DSC_5424

Prawie jak w Marriocie

DSC_5412

Biórko

 

Jak wiadomo Islandia to dużo wulkanów, gejzerów i gorących źródeł. Dzięki temu mają darmową energię. Jakiś czas temu rząd Islandii przyjął ustawę o całkowitym zaprzestaniu wykorzystywania paliw kopalnych, czyli cała energia jest pozyskiwana ze źródeł geotermalnych. Jednym z bardzo aktywnych terenów, a zarazem bardzo dostępnych jest rejon jeziora Myvatn. Są gejzery, jest konkretny wulkan, są gorące źródła, są pola lawowe i dużo innych fajnych rzeczy. Jadąc w stronę wulkanu zatrzymałem się chwilę nad rzeką. Temperatura na zewnątrz 2 stopnie powyżej zera, a woda w rzece cieplutka, mało tego, na parkingu tuż przy brzegu stoi prysznic z bardzo ciepłą wodą, i gdyby nie temperatura powietrza, to już dawno brałbym prysznic. Samo jezioro powstało jakieś 35 tysięcy lat temu i ze względu na duża ilość minerałów ma turkusowy kolor – tak, wiem jak wygląda kolor turkusowyJ. Bardzo podobny kolor wody widziałem kiedyś w Chorwacji w Plitvickich Jeziorach, ale to tak na marginesie. Nie zabawiłem długo w Myvatn, głównie ze względu na pogodę, która zaczęła się psuć, coraz bardziej zacząłem wątpić w to że zobaczę zorzę polarną.

DSC_5517

Krafla – największy obszar geotermalny na północy Islandii, ok. 40 km2

DSC_5526

Temeratura wody wynosi do 100 stopni Celsjusza

DSC_5529

Może kąpiel błotna

DSC_5558

Para wydobywająca spod ziemi

DSC_5601

Krater

DSC_5613

Parująca rzeka

DSC_5623

Prysznic z ciepłą wodą, tuż przy rzece

DSC_5636

Widok na jezioro Myvatn

Ze względu na duże zachmurzenie, zrezygnowałem z noclegu w samochodzie i pojechałem do Akureyri do hostelu, gdzie piwo w barze i ciepłe łóżko pozwoliły mi zregenerować siły po trudach dotychczasowej podróży. Od kilku już dni myślę o zorzy i jak do tej pory, nie udało mi się jej zobaczyć. Po sprawdzeniu prognozy, okazało się, że dwa dni przed wyjazdem warunki pozwolą na obserwację tego niesamowitego zjawiska, są dwa warunki żeby zobaczyć zorzę. Pierwszy – czyste niebo, drugi – wysoka aktywność słońca. Oba miały być spełnione i miałem nadzieje że spełni się jedno z moich marzeń. Jako że już musiałem kierować się w stronę Reykjaviku, to postanowiłem, że czas wracać na południe. Jednak zanim to nastąpiło, postanowiłem przejechać słynna Drogę Trolli na północy kraju. Droga ta słynie głównie z przepięknych widoków, wiedzie tuz przy oceanie wijąc się po skalistym wybrzeżu, przecinając góry tunelami.

DSC_5644

Akureyri

DSC_5703

Droga Trolli

DSC_5715

Latarnia morska

DSC_5733

Droga Trolli – wjazd do tunelu

DSC_5686

Fjord

DSC_5762

Drewniany kościółek z XII wieku pokryty tradycyjnym dachem

Kiedy przejechałem już Drogę Trolli, wróciłem na właściwą drogę prowadzącą do Reykjaviku, i tutaj miałem dwie możliwości, albo jechać droga krajową numer 1, albo jechać drogą nr 35. Różnica polegała na tym, że droga nr 1 to ładny asfalt prosto do stolicy, a droga nr 35 to droga coś w rodzaju drogi lokalnej, wiodąca przez góry, pomiędzy dwoma wielkimi lodowcami. Dla mnie wybór był oczywisty, wybieram bramkę numer 2. Nie do końca świadom, jakości tej drogi, ruszyłem w drogę, a droga oczywiście była szutrowa, mniej więcej taka jak między Dzięciołami a Patkowem. Ale jadę dalej, wjechałem w góry, a czym wyżej tym zimniej i w pewnym momencie pojawił się śnieg. Wraz z pojawieniem śniegu, pojawiła się myśl, czy droga jest przejezdna. Po przejechaniu 80 kilometrów stan drogi był na tyle zły, że szczerze wątpiłem czy uda mi się dojechać. Śnieg, ogromne kałuże, doły i kamienie. Byłem dokładnie w połowie drogi, pośrodku niczego, najbliższe miasteczko było 80 km ode mnie. Nie ma rady jadę dalej, nie przywykłem się wycofywać. Po kolejnych 20 kilometrach zobaczyłem samochód jadący z naprzeciwka, był to pierwszy napotkany pojazd na tej drodze, a co za tym idzie same dobre wieści – najważniejsza to: droga jest przejezdna. Od tej pory jechałem już spokojnie, choć nie wiem czy można nazwać to spokojną jazdą, max 20 km/h i trzęsie jak chuj, a ja zaczynam się zastanawiać czy mój samochód wytrzyma? Coś zaczęło stukać w zawieszeniu, ujechałem kilka kilometrów i zatrzymałem się z rozwalonym kołem. Osz kurwa, co za pech! Jestem pośrodku niczego, zapada zmrok a ja muszę zmienić koło. Na szczęście nie było z tym problemu, jadę dalej, zawieszenie w Dacii wali, a ja do utwardzonej drogi mam jeszcze jakieś 40 km. Finał był taki, że po 162 kilometrach szutrowej drogi, pełnej wybojów, śniegu i wody, szczęśliwie dotarłem do asfaltu. Cieszyłem się jak dziecko, mogąc znowu jechać po równej drodze, byłem naprawdę szczęśliwy z tego powodu.

?????????????

Droga nr 35

DSC_5819

Tama przy drodze nr 35

DSC_5820

Kierunek Geysir, nawet nie wiedziałem jak długa droga to będzie.

DSC_5829

Jedna z wielu chatek gdzie podróżnicy mogą przenocować.

DSC_5830

Wśród wpisów gości widać również polskie akcenty.

Przyszedł czas aby zapolować na zorzę, zaopatrzony w piwo, parówki i inne jedzenie, zjechałem z drogi w totalne odludzie, tak aby nikt mi nie przeszkadzał. Na początku była jeszcze nadzieja na bezchmurne niebo, jednak koło drugiej w nocy zerwał się wiatr, nadciągnęły gęste chmury i mogłem się pożegnać z zorzą. Temperatura spadła do minus dwóch i co dwie godziny musiałem odpalać silnik, aby nagrzać w samochodzie. Niestety nie dane mi było ujrzeć zorze. Kolejnej nocy też jej nie ujrzałem, i ostatecznie wróciłem do Reykjaviku, rozpętał się sztorm i nawet nie zobaczyłem dobrze miasta przez deszcz i wiatr.

DSC_5858

Wzburzone wody zatoki w Reykjaviku

DSC_5865

Jeden z wielu murali w Reykjaviku

Było tak zimno i wietrznie, że postanowiłem jechać do Keflaviku, skąd następnego ranka miałem samolot do Manchesteru, btw. W Keflaviku jest polski sklep, gdzie można kupić wszelkie polskie produkty – kto by pomyślał. Rano oddałem samochód, skasowali mnie 1000 PLN za oponę i mogłem spokojnie wracać:) Podsumowując, objechałem wyspę dookoła, zrobiłem ponad 1800 km, widziałem kilka zajebistych miejscówek i nie widziałem zorzy;)

Z Manchesteru poleciałem jeszcze do Dublina. Do hostelu dotarłem już wieczorem i nie marzyłem o niczym innym, niż ciepłym wygodnym łóżku, zwłaszcza że ostatnie noce spędzałem, jak nie w samochodzie, to na lotnisku. Niestety zachciało mi się jeść i musiałem wyjść na miasto. Piszę – niestety – bo nigdy do knajpy z jedzenie nie dotarłem, dotarłem za to do irlandzkiego pubu. Miałem tylko wstąpić i posłuchać irlandzkiej muzyki na żywo. Pamiętam, że uważałem wtedy Dublin za najbardziej klimatyczne miasto na świecie, jak wytrzeźwiałem to takie klimatyczne już nie było:) Kolejny dzień to próba powrotu do świata żywych, wszystko wokół mnie było w slow motion, dlatego też zrezygnowałem ze zwiedzania miasta i poszedłem do kina. Grali akurat The Equalizer. Powiem tak, Denzel w tym filmie zrobił niezły rozpierdol:)

WP_001289

Reklama na lotnisku w Dublinie

DSC_5876

Tradycyjny irlandzki pub

DSC_5878

Graffiti

DSC_5968

Demonstracja w Dublinie

Wieczorem miałem lot do Edynburga i stamtąd następnego dnia do Londynu. W Edynburgu długo nie zabawiłem, ale bardzo spodobało mi się to miasto, urokliwe stare szkockie miasto. Na pamiątkę kupiłem sobie 20-letnią whisky – zostawię sobie tą butelkę na wyjątkową okazję. Tak oto zakończyła się moja podróż na Islandię.

DSC_6207

Edynburg

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Relacja z podrozy – Islandia

  1. Wspaniała opowieść i wymarzona przygoda. Islandia jest doprawdy niezwykłym krajem, tym bardziej gdy zwiedza się ją w taki sposób, odczuwając całe jej piękno i charakter.
    Powodzenia w dalszej działalności! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s