Wyciagniete z szulfady – Iran

Kolejna relacja z cyklu „Wyciągnięte z szuflady”, tym razem opisuję podróż do Iranu z 2013 roku. Jest to kraj który przez zachód jest uważany za jeden z krajów osi zła. Tak więc, po co tam jechać? Czy jest bezpiecznie? Co tam można robić ciekawego? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym tekscie tekście.

Z perspektywy czasu zastanawiam się skąd wziął się u mnie pomysł na podróż do Iranu, i nie bardzo mogę sobie przypomnieć, ale chyba było jak zawsze, spontan i promocją lotniczą – tym razem Pegasus Airlanes. Wróćmy więc do roku 2012. Jest późny listopad, niedawno wróciłem z Karaibów, w głowie pełno słonecznych wspomnień, a za oknem szaro i ponuro. Zamiast pisać magisterkę, szukam promocji lotniczych i ciekawych miejsc gdzie mógłbym się wybrać. Niedawno kupiłem bilety do Peru, ale z przyzwyczajenia szukam dalej, niezłomny w poszukiwaniach niczym kobieta na zakupach w galerii handlowej;) Aż tu nagle wpadły mi w oko tanie loty do Teheranu. Coś już słyszałem o Iranie, przekaz medialny mówi – terroryści, bomby, oś zła etc. Z drugiej strony, całkiem niedawno byłem na slajdowisku w Południku Zero – polecam knajpę – i tam właśnie pewna para opowiadała o swoich wrażeniach z Iranu, w skrócie – miło, sympatycznie, bezpiecznie! Dwie jakże różne opinie, tak różne, że ciężko jest wyrobić sobie zdanie. WTF? Nie ma rady, trzeba jechać zobaczyć jak to z tym Iranem jest naprawdę. Plan podróży jest następujący: Warszawa – Mediolan – Istambuł – Teheran – Istambuł – Mediolan – Poznań. Ilość lotów i przesiadek sprawiła, że nie mogłem doczekać się wyprawy do Persji – im więcej lotów tym lepiej.

mapa

Niemniej jednak żeby się tam dostać, nie wystarczy tylko kupić bilet, trzeba mieć jeszcze wizę, i tutaj zaczynają się schody. Wiadomo, wizyty w ambasadzie, wnioski, zdjęcia, opłaty itp. Można oczywiście skorzystać z usług firm które za odpowiednia opłatą zrobią to za Ciebie, ale nie przywykłem wydawać kasy na coś co mogę zrobić sam. Jedyną rzeczą której nie mogłem sam uzyskać było zezwolenie irańskiego MSZ na pobyt w ich kraju, ale na szczęście są firmy które taką zgodę mogą uzyskać. Ja skorzystałem z irańskiego pośrednika „Prince of Persia” i po dwóch tygodniach miałem niezbędne papiery. Kolejnym krokiem jest złożenie wymaganych dokumentów w ambasadzie Islamskiej Republiki Iranu w Warszawie i oczekiwanie na wizę. Oczekiwanie można sobie utrudnić czytając fora, na których ludzie owej wizy nie dostali, oczywiście z niewiadomej przyczyny i zadawać sobie pytanie – dostanę czy nie?. Ja na szczęście swoją dostałem i już tylko katastrofa mogła mnie powstrzymać od wyjazdu.

Po drodze zatrzymałem się na kilka dni w Mediolanie, wiadomo stolica mody, gdzie dobrze jest się przylansować. Zresztą pisząc blog o podróżach podobno wielce pożądanym jest robić krótkie dygresje o modzie, min. o Kasi Tusk i jej kocie – ale to może innym razem. Wracając do tematu, poznałem tam najstarszą backpackerkę jaką kiedykolwiek spotkałem, była już po sześćdziesiątce i miała na imię Dorota. Była oczywiście Polką i zwiedziła niemalże cały świat, nocowała tylko w hostelach, nie interesowały ją wygody na które mogła sobie pozwolić, bardziej interesowały ją ludzie i… cmentarze, które uwielbiała zwiedzać. Przegadaliśmy niemalże całą noc, głównie o życiu, miłości, podróżach i emigracji, ponieważ Pani Dorota od ponad 40 lat mieszkała w Berlinie. Niestety trzeba było opuścić Panią Dorotę i słoneczne Włochy i udać się do jeszcze bardziej słonecznej Turcji. Tam tylko przesiadka i dalej do jeszcze bardziej słonecznego Teheranu, przynajmniej tak mi się wydawało.

 Obraz 920

Wbrew oczekiwaniom, Teheran aż tak słoneczny nie był, ponieważ nad miastem unosiła się gęsta chmura smogu, która skutecznie blokowała promienie słoneczne, tworząc szary klimat. Prosto  z lotniska udałem się na dworzec autobusowy skąd miałem jechać do Esfahan.

Obraz 897

O ile na lotnisku nie miałem problemów żeby po angielsku porozumieć się z taksówkarzem, o tyle przy dworcowej kasie był już mały problem. Na szczęście pewna młoda studentka, która widząc moją zrezygnowaną minę i kasjera bezradnie rozkładającego ręce, postanowiła mi pomóc w zakupie biletu. Pierwsze koty za płoty, nie jest tak źle, zawsze znajdzie się ktoś kto pomoże. Poza tym, widać że ludzie są przyjaźnie nastawieni, uśmiechają się i nie widać żeby ktoś był wrogo nastawiony do przybysza z Europy.  Z Teheranu do Isfahan jest kilka godzin jazdy, toteż skusiłem się na podróż droższym autobusem, płacąc za bilet aż 10 dolarów. Co prawda za taką cenę nie spodziewałem się luksusów, ale to co zobaczyłem przerosło moje najśmielsze oczekiwania, nie dość że duże wygodne siedzenia, na które rozkładały się tak, że można było podróżować niemalże leżąc, nie dość że podali napoje i przekąski, to w środku zamiast zwykłej wykładziny były dywany – mają rozmach.

WP_000366

WP_000420

WP_000423

Tak mi się dobrze jechało, że z roztargnienia zostawiłem w autobusie mój przewodnik. Jedyne źródło wiedzy jakie miałem, a miałem tam wszystko, od noclegów, przez rozkłady jazdy, ceny, po knajpy gdzie można było dobrze zjeść. Po wyjściu z autobusu czułem się jak dziecko we mgle, które nie wie w którą stronę ma się udać. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, nie miałem wyjścia i musiałem pytać ludzi i każdą pierdołę, od noclegów, poprzez jedzenie, na atrakcjach kończąc. Spowodowało to, zamiast czytać przewodnik, rozmawiałem z ludźmi, przez co tylko bardziej polubiłem Irańczyków. Zresztą nie sposób ich nie lubić, bo widząc mnie na ulicy duża część pochodziła i mówiła „Welcome to Iran”, nawet jeżeli to były jedyne słowa jakie znali po angielsku. Wydaje mi się że otwartość ta jest spowodowana ciekawością, ponieważ rocznie Iran odwiedza tylko pół miliona turystów, mniej więcej tyle ludzi odwiedza rocznie fokarium na Helu. Także widząc na ulicy europejczyka, za wszelką cenę próbują nawiązać kontakt, dotyczy to zarówno młodych jak i starszych. Młodzi często podchodzili i pytali o to czy mam fejsbuka, starsi zazwyczaj opowiadali o tym jak mi się żyje w Europie i opowiadali jak im żyje się w Iranie. Z fejsbukiem jest ciekawa sprawa, ponieważ Internet jest cenzurowany przez rząd i jest on blokowany, podobnie jak większość stron internetowych. Nie mogłem nawet sprawdzić poczty, ponieważ wszystko było zablokowane. Jak się później dowiedziałem, mają i na to sposób, wystarczy w kafejce poprosić o dostęp. Używają do tego połączeń VPN, dzięki którym omijają rządowe zabezpieczenia i bez problemu mają dostęp do wszystkich stron. Jest to oczywiście nielegalne, ale nikt specjalnie się tym nie przejmuje. Podobnie jest z alkoholem, mianowicie w Iranie jest całkowity zakaz sprzedaży i spożywania alkoholu, ale obok tych wszystkich zakazów jest normalne życie i czarny rynek na którym alkohol oczywiście można kupić. Ceny co prawda są z kosmosu, ale jak ryzyko jest duże to i cena nie jest mała.

Isfahan to dawna stolica Persji, dzisiaj dwumilionowe miasto, trzecie co do wielkości w Iranie.  To właśnie niedaleko Isfahanu, znajdują się rzekome składy broni nuklearnej, którymi straszą nas media, a jaka jest prawda nie wie nikt. Słynie również z kamiennego mostu na rzece w której nie ma wody, tzn. jest ale tylko czasami, jak spadnie deszcz.

Obraz 361

Obraz 626

Chodząc pod arkadami tego mostu pękły mi spodnie na tyłku, dobrze że miałem bluzę żeby zakryć usterkę, bo obnażanie w tym kraju nie jest zbyt dobrze przyjmowane. Podobnie jak wiele innych rzeczy min. odkryte włosy u kobiet, które są zobowiązane do noszenia hidżabu. Choć słyszałem, że te najbardziej wyzwolone kobiety pokazują się w miejscach publicznych z odkrytymi włosami –  osobiście nie widziałem więc do końca nie wiem jak to jest. Ale za to widziałem te trochę mniej wyzwolone, mają ostre makijaże, noszą buty na szpilkach, a nawet zagadują. Raz idąc do kościoła, który znajdował się po drugiej stronie rzeki, zagadała mnie pewna  młoda dziewczyna i zapytała w którym hotelu nocuje i poprosiła o numer telefonu. Spodziewałem się jakiegoś podstępu, bo nigdy nie wiadomo kto i po co pyta,  ale na szczęście rozeszło się po kościach. Ostatecznie dotarłem do kościoła, dokładnie jest to ormiańska katedra Zbawienia.  Co ciekawe na ormiańskim cmentarzu znajduje się tzw. Polska kwatera, na której znajdują się groby polskich dzieci, które przybyły tu podczas II wojny światowej z ZSRR wraz z Armią Andersa.

Obraz 677

Obraz 685

Obraz 648

W drodze powrotnej próbowałem wejść do miejscowej szkoły i na uniwersytet, jednak z obu miejsc grzecznie mnie wyproszono.

Z Isfahanu skierowałem się na południe w stronę Shiraz, pojechałem tam tylko dlatego, że ktoś powiedział mi o przepięknie zdobionym meczecie który się tam znajduje, a poza tym jest najlepszym punktem wypadowym do Persepolis, które jest tylko 70 km drogi od Shiraz. Po dotarciu na miejsce okazało się, że jest niemały problem z noclegiem, ponieważ w tym czasie Irańczycy obchodzili nowy rok, rozpoczynał się 1391 rok w kalendarzu perskim. Różni się on tym od kalendarza gregoriańskiego tym, że w gregoriańskim lata liczone są od narodzin Chrystusa, a w perskim lata liczone są od ucieczki Mahometa z Mekki (622 r. n.e.). W związku z tym świętem Irańczycy masowo się przemieszczają, już po drodze było widać całe rodziny robiące sobie pikniki na stacjach benzynowych, poboczach – dosłownie gdzie się tylko da.

Obraz 714

Obraz 718

Obraz 710

Obraz 714 (2)

Na szczęście udało mi się znaleźć mały hotelik, który w Europie otrzymałby zapewne pół gwiazdki, ale nie mogę narzekać bo w wyposażeniu pokoju, oprócz niedziałającego telewizora były też stare kapcie.

Obraz 703

 

Obraz 700

Obraz 699

Zaraz po wyjściu z hotelu zagadał mnie młody Irańczyk, standardowo przywitał mnie w Iranie i zaczął wypytywać o cel mojej wizyty etc. Chcąc zbyć ciekawskiego nieznajomego odpowiadałem od niechcenia, kiedy już wyczerpały mu się pytania, zaproponował że oprowadzi mnie po mieście. Jako że nie miałem przewodnika, postanowiłem skorzystać. Okazało się że była to świetna decyzja, ponieważ bez papierowego przewodnika, nie dałbym rady trafić w miejsca które mnie interesują. Odwiedziliśmy min. różowy meczet, weszliśmy na dach nieużywanej madrasy, skąd był świetny widok na miasto, no i dotarliśmy również do wcześniej wspomnianego meczetu. Niestety przed wejściem musiałem zostawić aparat w depozycie, ponieważ w środku nie można robić zdjęć, co prawda kazali mi zostawić lustrzankę, ale o telefonie nie wspomnieli ni słowem, a skoro nie kazali mi go zostawić to dlaczego nie miałbym robić nim zdjęć?:) Niektórzy krzywo się patrzyli, jak pstrykam fotki, ale nikt mi nie próbował zabrać telefonu. A było co fotografować przepiękne wnętrza, wykładane malutkimi lusterkami robiły piorunujące wrażenie, stałem jak zahipnotyzowany i patrzyłem jak dziecko na lizaka znajdującego się za wystawą sklepową. Naprawdę warto to było zobaczyć.

WP_000328 WP_000323

Obraz 847 Obraz 845

Żeby zaoszczędzić na czasie do Persepolis pojechałem taksówką. Przed wyjazdem kierowca potwierdził że zdążymy na czas, rozwiewając moje wątpliwości bo było już dosyć późno. Niestety moje obawy okazały się słuszne i po dojechaniu na miejsce, strażnik zamykający bramę wejściową tylko powiedział że już jest zamknięte, na nic zdały się moje prośby, na nic zdały się prośby mojego taksówkarza. Obejrzałem riuny z daleka i wróciliśmy do Shiraz.

Obraz 913

Jako że kierowca obiecał, że zdążymy na czas, a nie zdążyliśmy, poczułem się zrobiony w chuja i postanowiłem zapłacić mu tylko połowę ustalonej ceny. Jak się o tym dowiedział zaczęła się jazda, kłótnie, negocjacje, rozmowy, przybył szef, kilku innych kierowców, i Samy – mój znajomy. Wszyscy chcieli żebym zapłacił całą kwotę. W pewnym momencie negocjacji zacząłem obniżać kwotę którą chcę mu zapłacić, ostatecznie główny szef przyznał mi rację i kierowca niechętnie musiał przystanąć na moje warunki. Kosztowało mnie to trochę nerwów, ale poszedłem spać w przekonaniu że nie dałem się wydymać jakiemuś cierpowi.

Nadszedł dzień nowego roku, uroczyste powitanie miało nastąpić o godzinie 14. Na imprezę zostałem zaproszony do domu rodziny Samy’ego. Do tego czasu postanowiliśmy pojechać za miasto obejrzeć wodospad. W tym wypadku oglądanie wodospadu było tylko pretekstem do napicia się wina. Jak już wspominałem jest tam prohibicja, ale jest też czarny rynek. Przed wyjściem z hotelu ,facet na recepcji tylko mnie ostrzegł, żebym uważał przechodząc przez ulicę bo dzisiaj będzie masa pijanych kierowców – o czymś to świadczy. Umówiliśmy się na godzinę dziewiątą, Samy był o czasie, czekaliśmy tylko na jego kumpla który miał przyjechać po nas samochodem. Kolega trochę się spóźnił, bo żona nie chciała go puścić, ostatecznie pojawił się po 20 minutach. Podjechał białym Paykanem, który okres swojej  świetności miał już dawno za sobą. Zresztą Paykan jest to auto numer 1 w Iranie, coś jak u nas Polonez. W dosłownym tłumaczeniu Paykan znaczy strzała, niestety ze strzała ma on niewiele wspólnego, ale jak kierowca jest dobry to auto jest niczym bolid formuły 1, a my kierowcę mieliśmy wybornego, raz żeby skrócić sobie drogę, pojechał na rondzie pod prąd.

Obraz 1013

Pojechaliśmy za miasto, kupiliśmy wino – oczywiście z nielegalnego źródła, coś do jedzenia i piknik gotowy.

Obraz 1014

Po wypiciu wina, krótki marsz nad wodospad i mogliśmy wracać. Problem w tym, że kierowca też pił i nie wyglądał zbyt dobrze, ale szczęśliwie dojechaliśmy. Dotarliśmy do domu Sama chwilę po rozpoczęciu nowego roku. Zastaliśmy całą rodzinę biesiadującą przy stole. Było tradycyjne jedzenie, były petardy, były życzenia, jak to w Sylwestra. Od mamy Sama, dostałem banknot z wypisanymi życzeniami, podobno to taka tradycja. Najbardziej rozbroił mnie brat Sama, widać było po nim, że już trochę wypił i pewnym momencie zaczął się żalić, że życie jest ciężkie, że żona go opuściła, tylko dlatego, że ją pobił. Nie mógł pojąć jak ona mogła to zrobić, nie dość że odeszła to jeszcze podała go na policję. Pokazywał mi protokoły policyjne, niestety nie znam Farsi. Tak oto zacząłem 1391 rok.

Obraz 1140Obraz 1034

Kolejnym Przystankiem na mojej drodze był Yazd. Miasto te zapamiętam ze względu na trudności ze znalezieniem noclegu. Do Yazdu dojechałem o 3 w nocy i po wyjściu z autobusu zacząłem szukać wyjścia z dworca. W pewnym momencie zaczepił mnie młody chłopak, którego wcześniej spotkałem w autobusie, i zaproponował podwózkę do centrum. Umówiliśmy się, że podwiezie mnie do pierwszego hotelu, niestety okres świąteczno noworoczny jest okresem wycieczek i podróży Irańczyków, dlatego w pierwszym hotelu nie było miejsca, podobnie było w drugim i trzecim. Jeździliśmy po mieście i szukaliśmy wolnego miejsca, niestety wszystko było zajęte, dopiero w czwartym czy piątym hotelu, recepcjonista zadzwonił do swojego kolegi który miał wolny dom i czasami go wynajmował. Na szczęście miał wolną miejscówkę i miałem gdzie spać. Poza tym Yazd jest jednym z najstarszych miast świata, liczy sobie ponad trzy tysiące lat – tak się zastanawiam co wtedy było na terenach obecnej Polski. Nie dość, że Yazd jest stary, to jest jeszcze bardzo ładny, naprawdę, świetna miejscówka. Niedaleko miasta jest Czak Czak, w dosłownym tłumaczeniu oznacza  „kap kap”, świątynia jest wykuta w skale gdzie jest źródło z którego kapie woda, stąd nazwa. Legenda głosi, że Perska księżniczka Nikbanou uciekając przed inwazją Arabów w 640 roku, dotarła do podnóża góry, której nie mogła ominąć. Nie mogąc dalej uciekać zaczęła się modlić do jedynego boga Ahury Mazdy o ochronę przed Arabami. Jej modlitwy zostały wysłuchane, bo góra się rozstąpiła i została ona w niej ukryta, jedynym dowodem na jej obecność jest kapiąca woda ze skały.  Jest to święte miejsce dla Zoroastrian, stąd też wielu ludzi pielgrzymuje do tego miejsca. Zoroastrianizm jest pierwotną religią persów, oprócz Ahury Mazdy i Czak Czak, cechą charakterystyczną dla tej religii są wieże milczenia, czyli tradycyjne miejsca składania zwłok. Zmarli byli zostawiani na takich wieżach – często były to nasypy ziemne z kamiennym murem na szczycie, do których nie miały dostępu żadne zwierzęta, gdzie zwłoki były rozdziobywane przez sępy. Zoroastrianizm jest to jedna z najstarszych religii, której ślady można odnaleźć min. w Islamie czy Chrześcijaństwie.

Obraz 772 Obraz 743 Obraz 632 Obraz 494 Obraz 321

Po powrocie do miasta, wieczorem poszedłem do meczetu i podczas robienia zdjęć podeszło do mnie dwóch facetów i zaczęli ze mną rozmawiać, później dołączyły ich żony, dziadek i córki, ani się obejrzałem a już siedziałem z całą rodziną. W pewnym momencie jedna z córek przyniosła wszystkim herbaty, oczywiście wypytali mnie o moje życie i nawet dostałem propozycję poślubienia jednej z córek, był tylko jeden warunek – musiałbym przejść na Islam. Co prawda dziewczyna była bardzo ładna i miła, ale się nie zdecydowałemJ.

Obraz 545

Nadszedł dzień powrotu do Teheranu. Jest to największe miasto Bliskiego Wschodu, cała aglomeracja liczy ok. 16 milionów mieszkańców, jednym słowem moloch. W rejonie gdzie nocowałem, było mnóstwo sklepów, które były podzielone na sektory, np. sektor warzywny, a w nim cała ulica sklepów z warzywami,  albo sektor z ciuchami i cała ulica sklepów z ciuchami. Ja miałem przyjemność nocować przy ulicy sklepów z częściami samochodowymiJ Teheran na dłuższą metę jest męczącym miastem – tłok, ścisk i hałas. Brzydki jak Łódź.. Poza tym nie ma tylu ciekawych miejsc co wcześniej odwiedzone miasta. Jednym z ciekawszych jest opuszczona ambasada USA ze słynnymi muralami. Są też polskie wątki, znajduje się tutaj cmentarz polskich żołnierzy, którzy zginęli podczas marszu Armii gen. Andersa.

Obraz 963 Obraz 932

Tak oto dobiegła moja podróż po Iranie, po kraju gdzie powstała jedna z najstarszych kultur starożytnych. Ludzie dali się poznać z jak najlepszej strony, otwarci, zawsze mili i pomocni. Wbrew powszechnej opinii jest to kraj bezpieczny, nie spotkała mnie ani jedna nieprzyjemna czy groźna sytuacja. Kolejną rzeczą o której warto wspomnieć jest pyszne jedzenie, które jest przede wszystkim świeże. Tradycyjny Szisz Kebab z ryżem i jogurtem, albo mięso z wielbłąda z warzywami – zajebiste. Kiedyś zamknęli jedną z restauracji o godzinie 4 po południu tylko dlatego, że skończyło im się mięso na dany dzień – zawsze jest świeże.

WP_000374 WP_000367 WP_000358 WP_000287 Obraz 790

W drodze powrotnej miałem kilka godzin na przesiadkę w Stambule, dzięki temu mogłem wybrać się do centrum i zjeść śniadanie nad Bosforem. Stambuł zrobił na mnie ogromne wrażenie, w mojej wyobraźni miałem obraz miasta niezbyt ładnego i zaniedbanego, jednak rzeczywistość jest zupełnie inna. Mnóstwo pięknych nowych budynków, wieżowce ze stali i szkła pną się coraz wyżej, do tego piękne stare zabytki. Miasto jest bardzo nowoczesne o europejskim wyglądzie, w dodatku zadbane. Muszę tu kiedyś wrócić na trochę dłużej.

Obraz 1011 Obraz 1004 Obraz 992

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s