Spitsbergen

Mamy Maj, a więc okres majówek wszelakich. W Polsce, jak to w Polsce, majówki sprowadzają się do grillowania i picia piwa na łonie natury. Postanowiłem podtrzymać świecka tradycje i wybrałem się na łono natury z zamiarem zrobienia grilla i wypicia piwa. Wybór padł na Spitsbergen, a więc bliżej natury już się chyba nie da, dzicz większa niż w Czuchowie, niech świadczy o tym fakt, że jest tu więcej niedźwiedzi niż ludzi. Spitsbergen jest jedną z wysp archipelagu Svalbard, całość znajduje się na Morzu Arktycznym, rzut beretem od bieguna północnego.
zdjęcie 4(2)
Populacja wyspy to 2700 mieszkańców, natomiast populacja niedźwiedzi to ponad 3 tysiące osobników, także widać kto ma przewagę liczebną. Wyspa oficjalnie została odkryta jakieś 500 lat temu przez  holenderskiego podróżnika Willema Barentsa – tego samego od Morza i Wyspy – ale podobno ktoś był tu przed nim, tylko się nie chwalił. Oczywiście Rosjanie twierdza ze to oni zasiedlili wyspę, ale jak było to do końca nie wiadomo. Adekwatne wydaje się powiedzenie, że prawda jest jak dupa, każdy ma swoją.
Żeby dostać się na Spitsbergen potrzebowałem dwóch lotów, z Londynu do Oslo i z Oslo do Longyearbyen. Longyearbyen jest stolicą całego regionu i zarazem największym miastem – 2 tys mieszkańców. Poza tym jest jeszcze kilka mniejszych wiosek i min.  Polska Stacja Badawcza Hornsund, która położona jest nad Zatoka Białych Niedźwiedzi. Instytut Geofizyki PAN prowadzi tutaj całoroczne badania od 1978 roku.
Osada została założona w 1906 roku, przez właściciela firmy która wydobywała tutaj węgiel kamienny, po czym została sprzedana innej firmie i ostatecznie w 1925 roku przekazana Norwegii. Podczas II Wojny Światowej uległa bardzo mocnemu zniszczeniu – Niemcy nawet tutaj się tłukli. Miasteczko położone jest na 78 równoleżniku, a do bieguna północnego jest stad zaledwie 1300 km. Z ciekawostek, bliżej jest stad do Moskwy niż do Oslo;)
?????????????
W drodze na wyspę musiałem przenocować w Oslo. Noc spędziłem w lotniskowym Starbucksie. Chyba jestem bardziej hipsta niż te marne warszawskie podróbki, które tylko piją tam kawę, albo siedzą przy „tęczy”;) Następnego dnia, o 9 rano miałem lot i już po trzech godzinach byłem w Longyearbyen. Jak na maj, maja tutaj świetna pogodę. Temperatura wynosiła dwa stopnie poniżej zera i padał śnieg, czyli idealne warunki na majowego grilla. Cholera, trzeba jednak było jechać do Egiptu;)
Jak wspomniałem, miasteczko jest bardzo  małe. Jest jeden kościółek, kilka hoteli, supermarket, uniwersytet – najbardziej wysunięty na północ uniwersytet na świcie – salon Toyoty, elektrociepłownia i sześć opuszczonych  kopalń. Ludzie żyją tu głownie z turystów, którzy w sezonie licznie odwiedzają wyspę. Poza sezonem, czyli podczas nocy polarnej, wielu jej mieszkańców wyjeżdża na kontynent, aby tam spędzić zimę i wracają wiosnę, kiedy już jest cieplej i zaczyna się dzień polarny – bodajże jakoś w marcu. Tym razem nocuje w baraku, w którym jakieś 75 lat temu mieszkali górnicy. Jak lokalny zwyczaj nakazuje, trzeba zdjąć buty przed wejściem do domu. Dlatego tez nikogo nie dziwią szafki przy wejściu wypełnione butami. Jak nie zdejmiesz butów przed wejściem, to jesteś zwykłym burakiem.
DCIM102GOPRO
Mam wrażenie ze nikogo oprócz mnie tu nie ma, przez nieszczelne okna słuchać jak wieje wiatr, ogólnie jest bardzo sympatycznie. Byłem w markecie po prowiant, kupiłem parówki na grilla (dwie paczki), ketchup, 8 bułek, oranżadę i trzy piwa. Wszystko za jedyne 120 PLN. Witamy w Norwegii;) Niestety piwo nie doczekało do grilla, wykorzystałem je jako środek nasenny. Dzień polarny naprawdę potrafi być męczący, chyba nie jestem przyzwyczajony do tego że o północy świeci słońce. Zastanawiam się czy byłbym w stanie tutaj mieszkać, nie dość ze pogoda nie rozpieszcza, to jeszcze dzień (lub noc) polarna, poza tym tu nie ma żadnych rozrywek oprócz unikania niedźwiedzi polarnych;) Są co prawda dwa bary, ale 50 PLN za piwo skutecznie ostudziło moje rozrywkowe zapędy, z restauracjami jest podobnie, 300 PLN to nie jest kwota która chciałbym przeznaczyć na obiad w restauracji. Ciekawostką jest nakaz noszenia broni poza miastem, wszytko przez sympatyczne białe misie. Niestety żeby wypożyczyć broń trzeba mieć specjalne zezwolenie od gubernatora, którego ja nie posiadam, także nie mogę sam wychodzić poza obręb miasteczka. Jedynym miejscem gdzie nie wolno wnosić broni jest bank. Jedyna opcja na zobaczenie okolicy to wynajęcie przewodnika. Jest kilka agencji turystycznych które oferują rożne usługi. Można wykupić wycieczkę, od psich zaprzęgów po skuterowe safari, a dla tych co maja czas, pieniądze i nie boja się wyzwań  w ofercie jest Spitsbergen Expedition, czyli trzytygodniowe wyprawa na nartach z całym ekwipunkiem z okolic Longyearbyen na północny lub południowy kraniec wyspy. Odpowiednio są to 360 i 280 km. Ceny są równie ekstremalne jak sama wyprawa, czyli ok 24 000 PLN i 27 000 PLN. Jeżeli kogoś nie stać, są też tańsze rzeczy, np. rejs statkiem dookoła wyspy za jedyne 15600 PLN;) Jednodniowy wypad psim zaprzęgiem jest to koszt ok 1000 PLN, a wypad skuterem śnieżnym to jedyne 1500 PLN. Jeżeli nie masz walizki pieniędzy to nie masz czego tu szukać;)
Z tym zakazem wychodzenia poza obręb miasteczka jest jak z wszystkimi zakazami, niby są, ale są tez od tego by je łamać. Postanowiłem poszerzać się po okolicy, wdrapałem się na pobliski szczyt z którego doskonale widać panoramę miasteczka i cała zatokę. Niesamowite widoki, miśków nie spotkałem. Spotkałem je za to później, a właściwie jednego, konkretnie głowę niedźwiedzia polarnego. Leżała odcięta na brzegu zatoki, jeszcze całkiem świeża. Tylko trochę rozdziobana przez mewy. Co się stało z tym niedźwiedziem nie wiem, pewnie został zastrzelony.
DSC_2849
Po powrocie do miasteczka szczęśliwym trafem zlokalizowałem bar, gdzie piwo jest tylko po 25 PLN. Jako że supermarket był zamknięty, postanowiłem zostać na chwile i skorzystać z darmowego wifi, przy okazji racząc się Carlsbergiem.
W Norwegii 17 maja jest Świętem narodowym, świętowali także na Spitsbergenie. Impreza zaczęła się od parady, następnie przy pomniku upamiętniającym założycieli osady była część oficjalna, wiadomo przemówienia itp. Całość wieńczyła cześć artystyczna, czyli występy, wyżerka i coś dla kurażu:). To co mi się spodobało to przywiązanie do tradycji, duża cześć kobiet, mężczyzn i dzieci, była w tradycyjnych strojach, prezentując  tradycyjne śpiewy i tańce. Widać dumę ze swojego pochodzenia. Nasuwa mi się myśl ze w Polsce coś takiego jest uznawane za obciach i przypał, bardziej wolimy być europejscy niż polscy, za chwile będziemy huczniej celebrować Dzień Schumana niż Święto 3 maja.
Postanowiłem odwiedzić jaskinie lodowa. Niezły myk z tymi jaskiniami. Naturalne jaskinie wyrzeźbione przez wody spływające z lodowca, są niczym wstęga wijąca się wzdłuż lodowej góry, nigdy nie wiadomo w która stronę się skieruje i gdzie nas doprowadzi. Kręte ścieżki rożnej wielkości, począwszy od bardzo wysokich korytarzy gdzie człowiek może spokojnie chodzić, skończywszy na wąskich przesmykach przez które dorosła osoba może się ledwie przecisnąć. Dookoła ciemność i ogrom lodu nad głowa, zupełna cisza. Po zgaszeniu światła czołówki, można odnieść wrażenie ze jest się w grobie.
DCIM102GOPRO
Lodowiec który odwiedziłem był stosunkowo młody, według informacji Emilly, mojej przewodniczki, miał on od 100 do 400 lat. Tal w ogóle Emilly była moja ochrona przed niedźwiedziami , dziarska dziewucha ze sztucerem;)
DCIM102GOPRO
Jak się później okazało, wydrążone korytarze wewnątrz lodowca to wcale nie jest robota wód polodowcowych, ale wszędobylskich troli. Próbowaliśmy jakiegoś znaleźć, ale dobrze się kamuflują skubańce. Wychodzą na zewnątrz dopiero w okresie nocy polarnej i harcują ile dusza zapragnie. Natomiast cały okres dnia polarnego spędzają właśnie pod powierzchnia lodowca. Wiąże się z tym pewna legenda. Mianowicie idąc w stronę lodowej jaskini, napotkaliśmy kwadratowy kawał skały wystający spod śniegu. Według legendy jest to właśnie zamieniony trol, który po harcach nocy polarnej, nie zdarzył w porę się schować pod powierzchnia lodu i został zamieniony przez słońce w kawał skały. Stoi do tej pory na zboczu lodowca i służy jako przestroga dla innych troli. W ogóle legend i opowieści z trollami jest tu całe mnóstwo, nie sposób wszystkich opowiedzieć.
Kolejnym miejscem które postanowiłem odwiedzić, była opuszczona kopalnia węgla kamiennego. Co prawda kopalnia od 27 lat jest zamknięta i teoretycznie nie powinno się tam wchodzić, ale to nikomu nie przeszkadza i jest odwiedzana przez niepokornych turystów. Kopalnia znajduje się na zboczu góry. Z zewnątrz nic nie zapowiada tego co kryje się w środku. Ot zwykle drewniane budynki kopalniane, powoli rozpadające się deski i wybite szyby.
DSC_3250
Kopalnia powstała w 1907 roku i wydobywano w niej węgiel kamienny. Została zamknięta w 1987 roku i od tamtej pory została pozostawione sama sobie. Do dziś można znaleźć tam mnóstwo narzędzi niegdyś używanych przez górników, są łopaty, ogromne wiertła, wózki. Na ścianach jest mnóstwo napisów pozostawionych przez ludzi odwiedzających to opuszczone miejsce. Są dwa wejścia do szybów, niestety oba ktoś sprytnie zablokował wykorzystując do tego lód. Kilkumetrowa warstwa lodu jest nie do przebicia domowym sposobem;) Jednak po dokładnym obejrzeniu wejść do szybów, przy jednym z nich dostrzegłem wolna przestrzeń pomiędzy stropem a lodowa blokada. Szczelina o wielkości ok 40 cm w zupełności mi wystarczyła. Chwila czołgania i już jestem po drugiej stronie. Musze przyznać, że takie miejsca przyprawiają o dreszczyk emocji. Po pierwsze ciemności rozjaśniała tylko latarka w telefonie, co potęguje doznania i działa na wyobraźnie. Po drugie niepewność co do wytrzymałości belek podtrzymujących strop, a po trzecie samodzielna eksploracja szybu, co chyba nie było zbyt rozsądne. Ale co tam. Po przejściu około 100 metrów, napotkałem na rozwidlenie korytarza. W prawo znajdowało się miejsce które przypominało coś w rodzaju warsztatu albo narzędziowni,  za nią szyb był już zawalony. Wróciłem i poszedłem w lewą stronę, po przejściu ok 30 metrów, szyb także był zawalony, co prawda znalazłem przejście bokiem, ale postanowiłem nie kusić losu i wrócić. Niemniej jednak niedosyt pozostał i pytanie co było dalej i czy ktoś poszedł dalej? Może kiedyś tu wrócę, tym razem lepiej przygotowany.
DSC_3166
Skierowałem się ku wyjściu, wróciłem bez problemu ta sama droga która przyszedłem. Po przeciśnięciu się przez wąska szczelinę skierowałem się do dolnej, zewnętrznej części kopalni, z której węgiel był transportowany kolejka linowa do miasta. Przy wyjściu na zewnątrz, spostrzegłem metalowa zardzewiałą skrzynkę, w której były jakieś kartki z zapiskami i trzy zeszyty. Po dokładnym sprawdzeniu zawartości zeszytów i kartek, okazało się ze są to księgi gości. Ktoś kiedyś przy wyjściu zostawił zeszyt i długopis w metalowej skrzynce, tytułując zeszyt guestbook. Pierwsze zapiski znalazłem z 1997 roku, aczkolwiek ciężko jest stwierdzić czy były to rzeczywiście pierwsze zapiski pozostawione przez ludzi odwiedzających to miejsce, ponieważ zeszyt był w strzępach i wiele stron było nieczytelnych. Wśród wielu wpisów ludzi z rożnych stron świata nie brakuje tez polskich, pierwszy jaki znalazłem jest z 2001 roku. Jedno trzeba przyznać, jak Polscy się wpisują to czytelnie i wyraźnie, z daleka widać wyraz „Poland”. Ja oczywiście tez swój wpis zostawiłem, może kiedyś jakiś Polak go przeczyta i wspomni mnie, byłoby fajnie.
DSC_3213
Odwiedzając ta opuszczona kopalnie można poczuć się jak poszukiwacz skarbów. Można poczuć się jak dziecko, które z zapartym tchem oglądało przygody Indiany Jonesa. Wszyscy tych skarbów szukaliśmy.
Na początku wspomniałem o majówkach i nieodłącznym grillu. Żeby podtrzymać świecka tradycje w miejscowy markecie kupiłem jednorazowego grilla, parówki i keczup. Niestety nie kupiłem piwa, bo stoisko z alkoholem było zamknięte (prohibicja?). I tak dzień przed wylotem, na mrozie i w śniegu grilowałem w najlepsze. Obiecuje ze nigdy już nie będę się śmiał z kolegów którzy sezon grillowy zaczynają w marcu, kiedy jest aż kilka stopni na plusie;)
DSC_3255
W taki oto sposób dobiegła moja wyprawa na Spitsbergen, było naprawdę zacnie.
Reklamy

7 uwag do wpisu “Spitsbergen

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s