Central America Trip 2014 – cz. 4 – Nikaragua

Wjechać do Kostaryki było łatwo. Gorzej już było z wyjazdem. Po 5 godzinach masażu na przeróżnych wertepach, autobus zatrzymał się w La Cruz, 20 kilometrów przed granica. Jak się okazało dalej nie jedzie, ponieważ na granicy nie działa kasa i wszelkie opłaty trzeba zrobić właśnie tutaj. Dochodziła 12 godzina, skwar jak chuj, a ja stoję w kolejce po jakiś świstek za trzy dolary. Trwało to ponad ty godziny, trzy godziny stania w największym upale, po to aby tuż po trzeciej uzyskać upragniony dokument pozwalający opuścić Kostarykę. DSC_1411

Moi towarzysze niedoli, głównie Amerykanie, postanowili dojechać do granicy taksówka płacąc jakieś kosmiczne pieniądze. Ja postanowiłem poczekać 10 minut na autobus, zapłaciłem dolara. Później było już jak z płatka, szybkie formalności i jestem w Nikaragui.

DSC_1449
Granice przekroczyłem pieszo i musiałem znaleźć transport do oddalonej o 170 km Granady. Zaraz przy szlabanie młody chłopak oferował autobus za 72 dolary, nieco później, następny zszedł do 20 dolarów, później do 15 i zatrzymał się na 10 dolarach. Tyle to ja nawet w Polsce nie płace, wiec zmyłem się stamtąd pod pretekstem pójścia do ubikacji. Po wyjściu za szlaban terminala, są stare, amerykańskie, żółte, szkolne autobusy, które tutaj służą jako zwykle autobusy, a zwane są „chicken bus”.

DSC_1333

Cena w miarę dobra, cztery dolary za bilet do Granady, na to już zgodzić się mogłem. Autobus miał przyciemniane szyby wiec nie było widać co jest w środku (na zdjęciu jest pokazany inny chicken bus). Wchodzę a tam czysty folklor. Głośna muzyka, krzyki, kartony, wiadra, worki, chyba tylko kur brakowało. Swojsko bardzo się zrobiło. Zupełnie inaczej niż w Kostaryce, gdzie wszystko jest ustawione pod turystę. Tutaj ludzie żyją własnym życiem, od czasu do czasu skubiący jakichś turystów. Głownie Niemców;) Na wstępie dowiedziałem się ze gram kokainy kosztuje tutaj 10 dolarów (polscy celebryci mieliby tutaj raj;), czyli jakieś 5 razy taniej niż w Polsce. Poza tym to jest stawka dla białego turysty, wiec można sobie wyobrazić ile naprawdę kosztuje tutaj gram koki. Granada to najstarsze kolonialne miasto Nikaragui, stad tez dużo fajnych rzeczy do fotografowania.

DSC_1469

Szwendając się po uliczkach, wdepnąłem na chwile do miejscowej szkoły. Gdziekolwiek bym nie był zawsze staram się zobaczyć w jakich warunkach uczą się dzieciaki. Czasami mnie nie wpuszczają, np. w Iranie, nie wpuścili mnie do szkoły podstawowej, jak i na uniwersytet. Tutaj nie było takiego problemu. Zarówno dzieciaki jak i nauczyciele byli bardzo otwarci i okazali dużo serdeczności. Dzieci czą się w skromnych warunkach. W klasach oprócz tablicy i krzesełek z podstawami do pisania, nie ma nic. Tylko ściany są ozdobione własnoręcznie zrobionymi plakatami z informacjami o danym przedmiocie. Dziedziniec tez skromny, beton z każdej strony otoczony ścianami, z boku dwie huśtawki.

DSC_1502 DSC_1513DSC_1496
Przechodząc obok kościoła, usłyszałem dochodzący ze środka śpiew. Początkowo myślałem ze to próba chóru, ale okazało się ze to dzieciaki w ramach lekcji religii, uczą się śpiewu, wszystko uzupełniając modlitwą. Zastanawiam się czy byłoby to możliwe w Polsce? Chyba nie, my chcemy być nowocześni. A Palikot pewnie by osiwiał 😉
Jadę dalej, w kierunku Leon. Po drodze zatrzymałam się na chwile w Reserva Natural Laguna De Apoyo. Popływałem kajakiem, popływałem normalnie, poopalałem się, relaksu nigdy za wiele. DSC_1658
Jadę dalej. Droga była bardzo ciekawa. Im bardziej poznaje ten kraj, tym bardziej go lubię, swojsko jest. Nikogo tutaj nie dziwi ziomeczek jadący na deskorolce, nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to ze jechał po dwupasmowej jezdni, miedzy samochodami. Nie dziwi tez czteroosobowa rodzina na motocyklu. Żeby było ciekawiej, matka siedząca z tylu karmiła piersią małe dziecko, ojciec jako głowa rodziny prowadził, a starszy syn siedział na baku motocykla. Wszyscy bez kasków, na trzypasmowej pseudoautsotradzie. Można? Jasne ze można;) Poza tym konie cały czas są tutaj w laskach i są używane do codziennego transportu, często widoczne na drogach i w miastach;)

DSC_1766

Albo kolejna historia, wyprzedzamy ciężarówkę ciągnąca lawetę, a na lawecie co? Na lawecie stoi facet i trzyma się roweru. Kosmos, najlepsi kaskaderzy mogliby się uczyć od lokalnych ludzi.
W sklepach jest Polska wódka, Wyborowa oczywiście. Jedna Polska wódka, wśród wielu rosyjskich, takich jak: Smirnoff, Stolychnaya, Petrov, itp. Ale to nie jedyne rosyjskie akcenty w tym kraju. Oprócz wódki, na ulicach widoczne są Lady, model 2105 w wersji sedan jak i kombi. Auta te są używane min. przez policję (co nie świadczy zbyt dobrze o tutejszej policji, ale maja tez nowsze auta), jak i przez cywilów. Jednak stare Lady i wódka to jeszcze nie wszystko. Widziałem zarówno wóz strażacki jaki i kilka autobusów, z wymalowanymi na boku pojazdu flagami Nikaragui i Rosji i napisem „Nicaragua, Russia”
Zaczęło mnie zastanawiać o co kaman? Domyślam się ze jest to sprzęt otrzymany w darze od Rosjan. Zastanawia mnie tylko po co mieliby coś tu dawać? Być może chodzi o nowy kanał łączący Ocean Spokojny z Atlantykiem, właśnie w Nikaragui. Była by to alternatywa dla kanału panamskiego, a Rosja bardzo mocno lobbuje w tej sprawie. Wyjaśniałoby to podarki od wielkiego brata. Ale jak jest naprawdę, nie wiem.
Jestem w Leon, przyjechałem tutaj w jednym celu: Volcano Boarding. Jest to coś co chciałem zrobić od dawna. Tak się składa ze jedyny wulkan na świecie, z którego można zjechać jest akurat nieopodal Leon, nazywa się Cerro Negro. Zameldowałem się w Big Foot Hostel. Założyciel tego hostelu jest tez twórca Volcano Boarding. Pewnego dnia zaczął zjeżdżać na przeróżnym sprzęcie z tego wulkanu, począwszy od snowboardu, poprzez blat od stołu, drzwi samochodowe, czy zwykłe drzwi. Zazwyczaj po jednym zjeździe, sprzęt nadaje się jedynie do remontu (w gorszych przypadkach do wyrzucenia). Dlatego stwierdził ze najlepiej się zjeżdża na desce z drewnianej płyty, która została specjalne zaprojektowana do zjazdów z wulkanu, a poza tym można łatwo ja wyremontować;) 20140404-180933.jpg

Zjeżdża się identycznie jak na naszym polskim jabłuszku. Kilkaset metrów w dół, pod kątem 45 stopni. Niesamowita frajda. Według CNN, volacno boarding jest na drugim miejscu, listy rzeczy które trzeba zrobić przed śmiercią;) Warto, zwłaszcza ze wszystko kosztuje tylko 27 dolarów;)
Po południu przechadzając się po ulicach, natknąłem się na kiermasz książek. Kiermasz jak kiermasz, ale zawsze można tam znaleźć jakieś ciekawe pozycje. Tym razem obok siebie były ułożone „dzieła” Marxa, Lenina i Castro. Po raz kolejny okazało się ze Lenin jest wiecznie żywy. Kiedyś w Uzbekistanie mogłem kupić dywan z podobizna Lenina, ale nie pasował mi do ścian;) Ciekawe jest to ze, prawie zawsze spotykam tego typu książki. Jak nie Lenin, Stalin, Castro, to Hitler czy też inny Marx.

DSC_1729
Wszedłem tez do sklepu AGD, tak z ciekawości. Oprócz produktów typowych, takich jak pralki, telewizory, lodówki itp. moja uwagę przykuł rząd maszyn do szycia. Ale nie jakichś tam nowoczesnych, elektrycznych, były to zwykle, maszyny do szycia, napędzane siła nóg. Takie jak babcia kiedyś miała. Myślałem ze już takich nie robią. Jednym słowem – Oldschool.

DSC_1764
Jak do tej pory, ze wszystkich odwiedzanych krajów podczas tej podróży, najbardziej mi si e tutaj podoba. Nikaragua wychodzi zdecydowanie na prowadzenie. Właśnie dzięki swojskiemu klimatowi, braku masowej turystki i pysznemu jedzeniu. Jedzenie postaram się opisać w osobnym poście.

 

4 uwagi do wpisu “Central America Trip 2014 – cz. 4 – Nikaragua

  1. spodziewałam sie jakiegoś oporu 🙂 ale dobrze, to czekam na skały:D tylko wiesz, takie żeby coś widać było

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s