Central America Trip 2014 – cz. 3 – Kostaryka

Autobus powoli ciągnie się po wyboistej drodze. Żar leje się z nieba, termometr wskazuje 37 stopni, w środku jest dużo więcej. Klimatyzacja może kiedyś działała, teraz pozostaje tylko chłodzić przy otwartym oknie, które daje tylko powiew gorącego wiatru. Dodatkowo kierowca otworzył drzwi.

DSC_1377

Po drodze mijamy wielkie plantacje bananów, jak posmakujesz tutejszych bananów, to nie zechcesz tych z Tesco, tudzież innej Biedronki. Prawda jest taka że, najgorsze gatunkowo są eksportowane do Europy, a my i tak jesteśmy zadowoleni z produktu. No ale ważne ze unijne dyrektywy są spełnione.

DSC_1397

Gołym okiem widać różnice pomiędzy Panama a Kostaryka. Wszystko wydaje się bardziej uporządkowane. Widać ze standard życia jest tu o wiele wyższy. Ludzie są jakby bardziej zadowoleni, bardziej wyluzowani. Domy i samochody są w lepszym stanie. Docieram do Sam Jose, obecnej stolicy Kostaryki. Kraj na zaledwie 5 milionów mieszkańców, a i tak są lepsi od nas w piłkę nożna. Właśnie mi się przypomniało jak nas oklepali na mundialu w Niemczech, w 2006 roku. Skoro jesteśmy przy futbolu, właśnie teraz odbywają się tu mistrzostwa świata kobiet. Zresztą kogo obchodzi kobiecy futbol;)
Wracając do San Jose. Nuda, nuda, nic się nie dzieje. Nawet drogi na Ostrołękę nie ma. Miałem tu zostać dwa dni, ale po jednym stwierdziłem ze jadę dalej. Jako ze Kostaryka to przede wszystkim natura i duża liczba parków narodowych. Wybór padł na La Fortuna, Arenal National Park. Cztery godziny jazdy autobusem i jestem na miejscu. Tutaj wszystko kręci się wokół wulkanu. Kiedyś była to zapadła dziura, ale po erupcji wulkanu w 1967 roku, zamieniała się w dobrze prosperująca miejscowość turystyczna. Jest tu mnóstwo agencji turystycznych oferujących cała gamę usług od gorących źródeł, przez hiking, rafting, kanyoning, po skoki na bungee.

DSC_1303
Stwierdziłem ze adrenaliny nigdy za wiele i zdecydowałem się na ziplining i kanyoning. Co do pierwszego to raczej nuda, ot zwykła przejażdżka na linie zawieszonej ponad konarami drzew. Z kanyoningiem sprawa wygląda dużo lepiej. Co prawda nie pozwala to zesrać sie ze strachu w gacie, ale zabawa jest przednia. Polecam.
W międzyczasie musiałem wymienić trochę pieniędzy. Walutą tutaj obowiązująca jest Colon, ale zielonymi tez można płacić. Jako ze miałem tylko brytyjskie funty, byłem zmuszony dokonać wymiany. Jak się okazało to nie jest takie proste, zajęło mi to dobre półtorej godziny. Po krótkim reaserchu okazało się ze coś takiego jak kantor tutaj nie istnieje. Pozostało wiec udanie się do banku. Jednak tutaj tez nie było zbyt łatwo, ponieważ nie wszystkie banki wymieniają funty. W jednym z banków powiedziano mi ze, w Banco De Costarica wymienię posiadane pieniądze. No i rzeczywiście, uprzejma Pani kasjerka z uśmiechem na twarzy oznajmiła mi ze owszem jest to możliwe. Trochę to trwało, ponieważ na początku Pani pomyliła funty z euro. Nie kryla zdziwienia kiedy wyprowadziłem ja z błędu. Po krótkiej konsultacji z przełożona, Pani zrobiła mi druga kalkulacje. Tym razem przeliczyła wszystko po kursie dolara. Niestety nie było mi to na rękę, ponieważ straciłbym na tym jakieś 40%. Tak wiec poprosiłem o sprawdzenie kursu funta. Ostatecznie ku mojej radości Pani wyliczyła wszystko poprawnie i mogłem spokojnie wracać do hostelu. Z hostelem tez jest niezła historia, 10 dolarów za dobę, a do dyspozycji basen, boisko do siatki, bar. Na wypasie.
Byłem na chwile w kościele. Mszy niestety nie było, ale pokręciłem się trochę to wnętrzu. Kościół zarówno na zewnątrz jak i w środku jest urządzony skromnie. Bez przepychu widocznego w europejskich kościołach. Jedyne co mnie zaskoczyło to figura Chrystusa. Na pierwszy rzut oka, zwykła rzeźba przedstawiająca Jezusa na krzyżu. Ale po chwili spostrzegam różnice. Nie wiem czy tak jest w całej Ameryce Centralnej, ale tutaj Jezus jest po prostu przypakowany. Szeroka klatka piersiowa, mocne ramiona. Jednym słowem, kawał chłopa. Widocznie tutaj tak maja.

DSC_1231
Po drodze spotykam bardzo dużo Niemców, co wcześniej nie zdarzało mi się w takiej skali. Niektórzy biorą mnie za swojego (zupełnie nie wiem dlaczego;)
Zawsze mówiono mi ze podróże kształcą. Podczas pobytu w Kostaryce nauczyłem się jednego. Nie ufaj bankom. Nawet jak pracują tam urocze kasjerki;)
Pura Vida.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s