Central America Trip 2014 – cz. 2 – Panama

Samolot obniżył swój lot, podchodząc do lądowania. Przebiwszy się przez warstwę chmur, oczom mym ukazał się rząd statków zmierzających o strony Oceanu Spokojnego, w kierunku wąskiego kanału, zwanego przez miejscowych Panama Canal…
No dobra, dość tych grafomańskich bzdur. Jestem w Panamie. Kraj cztery razy mniejszy od Polski, około 3,3 miliona ludzi. Kraj na terenie którego przebiega granica pomiędzy Ameryka Północną a Południową. Tyle jeżeli chodzi o wstęp.
Tym razem kontrola paszportowa przebiegła bezproblemowo. Szybkie skanowanie odcisków i pieczątka wbita w paszport. Welcome to Panama.
„Maja rozmach skurwisyny” – powiedział Stefan „Siara” Siarzewski do Jurka Kilera. Słowa te w pełni oddają moje pierwsze wrażenie odnośnie stolicy. Jestem w Panama City. Już na wjeździe zaskakuje Ilość wieżowców, chwilami czuje się jak w Stanach. Na pierwszy rzut oka, wszystko jest nowoczesne, ładne i czyste. Ale wystarczy oddalić się kilka ulic od centrum, żeby obraz miasta diametralnie się zmienił. Miasto kontrastów. Zaraz obok wieżowców, gdzie swoje siedziby maja światowe korporacje, są biedne dzielnice. Ludzie tam żyją w ubóstwie, domy są odrapane, dookoła kupa śmieci, bieda na każdym kroku.
Postanowiłem zobaczyć kanał panamski z bliska. Ten strategiczny punkt jest położony ok. 10 kilometrów od miasta. Najlepiej dotrzeć tam autobusem, ja jednak wybrałem rower. Trochę z przekory bo, ziomek z hostelu powiedział mi ze to niemożliwe, ze względu na brak ścieżek, chodników, niebezpiecznych kierowców itp. Szczerze mówiąc, wszystko to okazało się prawdą, niemniej jednak, niemożliwe to nie jest. Ostatecznie szczęśliwie dotarłem nad kanał. Po drodze do Miraflores zaatakował mnie pies, ale po solidnej porcji, soczystych słowiańskich przekleństw, zrezygnował z ataku.
Ogólnie ciekawa sprawa z tym kanałem. Ma długość 80 km i łączy dwa oceany. Posiada12 śluz, ze względu na różnice poziomu lustra wody, obu oceanów. Według statystyk, przepustowość kanału to 14 tysięcy statków rocznie, każdy statek za przepłynięcie kanałem musi wyłożyć ok 50 tysięcy baksów. Samo skorzystanie z kanału skraca drogę do Europy o jakiś miesiąc. Robi wrażenie, a będzie robić jeszcze większe. Obecnie kanał nie jest przystosowany do przepływu dużych jednostek, jednak trwają prace nad otwarciem nowych śluz które pozwolą na przepływ największych statków. Co pozwoli na przeprawę największych jednostek.
Wyjechałem ze stolicy i skierowałem się w kierunku granicy z Kostaryka. Zatrzymałem się w Boquete. Jest to mała miejscowość górska na północy kraju. Nieopodal znajduje się wulkan Baru, ze szczytu którego przy dobrej pogodzie widać dwa oceany. Dodatkowym smaczkiem jest możliwości obejrzenia wschodu słońca z jego szczytu. Problem w tym ze trzeba wyjść o 23 żeby dotrzeć na 6 rano. Wysokość wulkanu 3475 m n. p. m. Dystans do pokonania 14 km pieszo, różnica poziomów 1000 m, czas wejścia 6 godzin. Powrót ta sama droga, tylko ze w dzień;) Tak wiec to nie jest opcja dla leniwych.
Na papierze źle to nie wygląda, jednakże rzeczywistości wymaga to dużego wysiłku. Dołączyłem do trzech dziewczyn, które miały identyczny plan, a dodatkowo ogarnęły miejscowego przewodnika. Tak wiec, o 23 ustawka z Ernesto i wymarsz. Wyposażeni w czołówki, zapas wody i jakąś szamę, wyruszyliśmy na spotkanie świtu na najwyższym szczycie Panamy. Start na wysokości ok 2400 m. Ciągła droga pod górę przez las i noc, dały nam niezłe w kość. O piątej rano dotarliśmy do punktu który znajdował się 30 minut od szczytu. Jako ze słońce wschodziło o 6, a na szczycie wiało okrutnie, zdecydowaliśmy się na półgodzinną drzemkę w lesie, gdzie wiatr tak nie dokuczał. Co prawda jeszcze pozostała niska temperatura i brak jakiejkolwiek izolacji od podłoża, ale kto by się tym przejmował. Na początku telepało mną jakbym miał padaczkę, ale już po chwili spałem jak dziecko. Zmęczenie zrobiło swoje.

DSC_0951

Budzik zadzwonił o czasie i cała nasza piątka wyruszyła na szczyt. Maria, Tara, Laura, Ernesto i ja, zameldowaliśmy się na szczycie równo o szóstej rano. Wedle naszych przewidywań pizdziło jak w kieleckim wiało mocno. Ciężko jest się zmotywować do takich nocnych wędrówek, ale warto. Dlatego też dziewczyny zasługują na słowa uznania, pokazały ze maja charakter i bardzo silna wole. Szacun. Nigdy bym siebie nie posadził o to ze, spodoba mi się wschód słońca gdzieś na szczycie góry, a jednak. Obserwować wynurzające się zza linii chmur słońce, bezcenne.

DSC_1047

 

DSC_1058

DSC_1081

Chętnie bym to powtórzył, najlepiej na Fudżi.

Niestety wszystkie zdjęcia z Panama City szlag trafił. Mam nadziej ze już takich niespodzianek nie będzie.
Następny przystanek Kostaryka.

2 uwagi do wpisu “Central America Trip 2014 – cz. 2 – Panama

  1. PS. Jak tak wspominam nasze ostatnie spotkanie, to jestem w stanie sobie wyobrazić jak wyglądałeś o 6 rano na tym wietrze… 😀

    • W porównaniu do naszego ostatniego spotkania, to na wulkanie wyglądałem jak młody Bóg;) Twoje domowki są bardziej wyczerpujące niż całonocne trekingi;) Tego jestem pewien;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s