Central America Trip 2014 – cz. 1 – W drodze do Panamy.

Słowo się rzekło. Powiedziałem A, to muszę powiedzieć B. Obiecałem ze relacje z tej podróży będę pisał na bieżąco. Co prawda mam już małe opóźnienie, ale powiedzmy ze jeszcze się mieszczę w granicach.
A wiec tak, pierwszy etap to jest dotarcie do Panamy, #nuda. W telegraficznym skrócie: autobek z Londka do Paryża, następnie lot Paryż – Miami i kolejny lot Miami – Panama City.
Paryż, wiadomo, miasto miłości, najbardziej oklepane miasto ze wszystkich. Nawet pisać o tym mi się nie chce. Spędziłem tam jedna noc i wystarczy.
O locie do Miami też nie ma sensu pisać. Lot jak każdy inny, napoili, nakarmili, samolot doleciał i tyle mi wystarczy. Tak wiec dotarłem do Ameryki, do ziemi obiecanej dla milionów chcących spełnić swój AmericanDream. Na wejściu przywitał mnie przesympatyczny pan z sekcji wizowej i skierował do szczegółowej kontroli. Ostatecznie po kontroli bagażu i serii pytań, zostałem wpuszczony do USA. Samo miasto nie wzbudziło mojego zachwytu, inaczej mówiąc, dupy nie urywa. Co prawda jest tu fajne City z drapaczami chmur, do tego Miami Beach, Palm Beach, South Beach i Miami Heat. Ale bez przesady, od zawsze wolałem Lakersow.

20140327-211609.jpg

Nocowałem w Miami Beach, cztery przecznice od Ocean Drive. Powiedzmy ze, to taki odpowiednik naszego Monciaka. Dużo restauracji i klubów, dużo ludzi, sialala impreza trwa.
Mimo wszystko, zawsze miałem duży sentyment do tego miasta, pewnie duży wpływ miał na to serial Miami Vice, który uwielbiałem oglądać jako dzieciak. Tylko ten w którym główna role grał Don Johnson, a nie jakiś Colin, czy inny Farel. Nieustraszony Crocket był gościem któremu mógł podskoczyć tylko nasz Borewicz;) Gimby nie znają.
Wracają do tematu. Jak każdy Polak, musiałem iść do McDonalda, żeby porównać jedzenie które jest podawane w Europie, z jedzeniem podawanym w USA. Zastanawiam się czy nie popłynąłem, nazywając McDonalda jedzeniem;) Sytuacja jest o tyle dziwna ze przez całe swoje życie w Macu jadłem może trzy razy. Dlatego też porównywać nie miałem za bardzo co. Ale byłem, spróbowałem i żadnej różnicy nie widzę, zarówno jeżeli chodzi o wielkość, jak i smak. Jak zwykle nie polecam.
Podsumowując. Miami jako ciekawy dodatek do większej podróży? Jak najbardziej, tak.? Miami jako cel moich wakacji? Zdecydowanie, nie.
Następny przystanek, Panama.

Ps. Zdjęć narazie nie będzie, bo karta pamięci zawiodła. Popsuła się znaczy. Tylko to co mam na tel, czyli prawie nic.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Central America Trip 2014 – cz. 1 – W drodze do Panamy.

  1. toż ty Piotrze masz białą marynarkę i taką fryzurę, nie wstydź się przyznać i tak nikt cie nie lubi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s